Amulet z Mrocznego Wąwozu

Gdy Dawid i Lena znajdują pradawny amulet w lesie, noc zaczyna pękać, a coś z głębi ciemności wywołuje ich po imieniu.

Dawid od dawna miał słabość do rzeczy, których nie dało się wyjaśnić. Lena z kolei uchodziła we wsi za osobę, która nie cofa się przed niczym, co choć trochę pachnie kłopotem. Tamtej nocy oboje stanęli przy granicy starego lasu, kiedy nad domami na moment zgasły gwiazdy, jakby ktoś zasunął nad światem ciemną zasłonę.

Nikt nie zapuszczał się tu po zmroku. Nie od czasu, gdy zniknęła Alina, zielarka, szeptem nazywana przez dzieci Szeptunką. Starsi mówili o niej niechętnie, młodsi w ogóle nie pytali. Las pamiętał wszystko i nie oddawał niczego za darmo.

Im głębiej wchodzili między drzewa, tym bardziej cisza stawała się nienaturalna. Nie była pusta, raczej napięta, jakby coś ukrytego pod korą i w mchu słuchało ich kroków. Lena zatrzymała się pierwsza. W plątaninie korzeni starego dębu dostrzegła błysk, krótki i zimny jak światło noża.

Ziemia była tam świeżo naruszona.

Razem odgarnęli wilgotny mech i wydobyli niewielki amulet z czarnego kamienia, opleciony cienką srebrną nicią. Wyglądał staro, ale nie martwo. Raczej jak przedmiot, który tylko czekał, aż ktoś go dotknie.

Dawid wziął go ostrożnie do ręki i natychmiast poczuł lodowaty skurcz, biegnący od palców aż po kark. Lena odruchowo cofnęła dłoń.

"Myślisz, że to należało do Szeptunki?" wyszeptała.

Nie zdążył odpowiedzieć.

W koronach drzew coś zaszumiało, choć powietrze nadal stało nieruchomo. Z ciemności dobiegł szept, tak bliski, że Dawid przez chwilę był pewien, iż słyszy własne myśli wypowiedziane cudzym głosem. Srebro na amulecie rozjarzyło się bladym, niebieskim światłem.

Dawid spróbował odsunąć rękę, lecz przedmiot nagle przywarł do jego skóry, cięższy niż wcześniej, jakby wyrósł z niej od środka. Ziemia pod ich stopami jęknęła. Między korzeniami rozdarła się wąska szczelina, która z każdą sekundą rozszerzała się coraz bardziej, odsłaniając ciemną gardziel wąwozu.

Nie było go tu przed chwilą.

Z głębi buchnęło zimno, a zaraz potem popłynęły stłumione głosy. Śmiały się cicho, szeptały jedno po drugim ich imiona.

Lena spojrzała na Dawida, tym razem bez cienia żartu.

Z wnętrza wąwozu ktoś odpowiedział na ten szept.