Wesoła opowieść o bańce mydlanej Bibułce, która nagle dostaje czkawki, oraz o Krzysiu i Psotce, co próbują odkryć, jak ją zatrzymać.
Na kolorowym podwórku, między huśtawką a piaskownicą, mieszkała Bibułka. Była bańką mydlaną tak wesołą, że umiała nawet machać do dzieci własnym połyskiem i robić miny, od których wszystkim chciało się chichotać.
Tego ranka Bibułka unosiła się nad głowami dzieci, lekko jak piórko, kiedy nagle wydarzyło się coś dziwnego.
HIK!
Bibułka zamarła. Potem drgnęła jeszcze raz.
HIK!
Zatrzęsła się cała, jakby ktoś potrząsnął nią przezroczystym palcem. Mały Krzyś podniósł głowę aż do bólu szyi, a kotka Psotka przysiadła obok niego i zamrugała.
Krzyś od razu chciał pomóc. Razem z Psotką zaczęli więc wymyślać sposoby. Skakali na jednej nodze, śpiewali bardzo głośno i robili najgroźniejsze miny, jakie umieli. Ale Bibułka tylko podskakiwała wyżej i wyżej, a potem znowu:
HIK!
Na końcu ogrodu coś nagle zaszeleściło. Zza krzaka wysunęło się coś okrągłego, błyszczącego i zupełnie niepasującego do reszty podwórka.
I wtedy rozległo się najgłośniejsze HIK!, jakie ktoś kiedykolwiek słyszał.