Basia i Marek odkrywają ukryte drzwi w starej bibliotece. Gdy je otwierają, trafiają na coś, co wygląda jak portal do innego świata, a cisza nagle robi się niepokojąco ciężka.
Basia kochała biblioteki. W starych książkach lubiła wszystko: szelest kartek, kurz unoszący się w smugach światła i to uczucie, że między półkami można znaleźć coś, czego nikt inny jeszcze nie zauważył.
Marek miał na ten temat zupełnie inne zdanie. Twierdził, że biblioteka to miejsce dla ludzi, którzy lubią siedzieć cicho i nic nie robić. Mimo to przyszedł z Basią pewnego deszczowego wtorku, bo usłyszał historię o sekretnym pomieszczeniu ukrytym w piwnicach starej biblioteki.
Kiedy bibliotekarka zniknęła za drzwiami z napisem „Pracownicy”, Basia zauważyła coś dziwnego. Jeden z regałów drgnął, jakby ktoś lekko go popchnął od środka. Potem odsunął się o kilka centymetrów i odsłonił wąską szczelinę.
Basia chwyciła Marka za rękaw.
— Widzisz to?
Przecisnęli się bokiem za regał. Za nim nie było kolejnego rzędu książek, tylko stare, drewniane drzwi. Na ich powierzchni wyrzeźbiono dziwne stworzenia, zawijające się gwiazdy i coś, co wyglądało jak wirujący krąg.
Marek dotknął klamki. Cofnął rękę tak szybko, jakby oparzył się lodem.
— To nie jest zwykły pokój — szepnął.
Basia poczuła jednocześnie dreszcz i przyjemne mrowienie pod skórą. Wtedy Marek nacisnął klamkę. Drzwi skrzypnęły i otworzyły się bardzo powoli, a z wnętrza wypłynęła błękitna mgła. Pachniała mokrym papierem i czymś jeszcze, czego Basia nie potrafiła nazwać.
W środku coś cicho szumiało, jakby tysiące stron przewracało się naraz.
— To chyba portal... — wyszeptała.
Nagle z mroku wysunęło się coś jasnego, cienkiego jak gałązka światła. Musnęło ich dłonie, a wokół nich natychmiast rozbłysły dziwne cienie. Niektóre przypominały półki i krzesła, inne miały kształty, których Basia nie umiała rozpoznać, ale wszystkie poruszały się nie tak, jak powinny.
Drzwi zaczęły się zamykać.
Podłoga zadrżała pod ich stopami, mgła zakręciła się gwałtowniej, a z ciemności po drugiej stronie dobiegł cichy oddech, jakby ktoś właśnie zauważył, że Basia i Marek stoją w progu.