Basia i zaczarowane drzwi w bibliotece

Basia odkrywa ukryte drzwi między regałami starej biblioteki. Gdy Filemon znika po drugiej stronie, dziewczynka musi zdecydować, czy wejść za nim.

Basia lubiła bibliotekę najbardziej na świecie. Lubiła szelest kartek, ciepłe światło lamp i ten cichy szept, który unosił się między regałami jak niewidzialny ptak. A kiedy padał deszcz, biblioteka wydawała się jeszcze bardziej tajemnicza.

Tego popołudnia Basia siedziała na miękkim pufie w kącie sali i czytała książkę o smokach. Obok niej zwinięty w kłębek drzemał Filemon, biały kot z czarną łatką na ogonie. Ale dziś nawet przez sen poruszał uszami, jakby coś słyszał.

Nagle Filemon podniósł głowę. Nastroszył wąsy i ruszył prosto do regału stojącego na samym końcu biblioteki.

Basia zmarszczyła brwi. Wstała na palcach i podeszła bliżej. Za rzędem książek coś błysnęło, raz i drugi, jak maleńka iskra.

Ostrożnie odsunęła kilka grubych tomów.

Za nimi były drzwi. Małe, drewniane, z rzeźbionym złotym kluczem pośrodku.

Basia aż wstrzymała oddech.

– Filemonie, ty to widzisz? – szepnęła.

Kot pacnął łapką w skrzydło drzwi. Te odpowiedziały cichym skrzypnięciem. Basia położyła dłoń na klamce. Była chłodna jak kostka lodu.

Nacisnęła.

Drzwi rozjarzyły się błękitnym światłem. Powietrze zadrżało. Z wnętrza napłynął miękki podmuch, jakby ktoś otworzył okno do innego świata. Filemon jednym susem zniknął po drugiej stronie.

– Filemon! – szepnęła Basia.

Przed nią migały wirujące kolory. Latały książki. W oddali coś błysnęło ogromnym, złotym łukiem, a tuż nad podłogą przeleciał wielki ołówek, wirując jak wiatrak.

Basia zrobiła krok do przodu i zobaczyła, że w środku ktoś albo coś już na nią czeka.