Ari, Kacper i Natasza odkrywają pod starym dębem przejście do tajemniczego świata ukrytego na obrzeżach Różanki.
W Różance lato zawsze ciągnęło się jak rozgrzana guma: trochę snu, trochę nudy i za dużo pyłu na drogach. Ari najbardziej lubiła wieczory, kiedy mogła spotkać się z Kacprem i Nataszą i uciec z rynku na wzgórze za miasteczkiem. Tam, pośród zdziczałych alejek dawnego cmentarnego parku, rósł stary dąb. Tak ogromny, że trójka nastolatków nie byłaby w stanie objąć go nawet razem. Korzenie wychodziły z ziemi jak zamarłe w ruchu węże, a pień był popękany i ciemny, jakby pamiętał rzeczy, o których nikt już nie chciał mówić.
Miejscowi powtarzali, że dąb stał tam jeszcze przed pierwszymi domami Różanki. Niektórzy przysięgali, że o północy słychać spod niego szepty. Inni mówili tylko, że lepiej nie zbliżać się do drzewa po zmroku. Ari słuchała tych historii od dzieciństwa, ale dopiero tego wieczoru poczuła, że coś w nich nie pasuje. Jakby wszyscy znali jedną ważną część opowieści i celowo ją pomijali.
Przyszli z latarkami, telefonem ustawionym na nagrywanie i udawaną pewnością siebie, która topniała z każdą minutą. Powietrze było ciężkie, nieruchome, aż dziwnie ciche. Nawet świerszcze zamilkły. Natasza pierwsza podeszła do pnia i położyła dłoń na korze.
W tej samej chwili coś pod jej palcami lekko drgnęło. Kacper odruchowo cofnął latarkę, a Ari zobaczyła, jak między korzeniami pojawia się cienka szczelina, której wcześniej tam nie było. Nie była czarna. Migotała bladym, różowawym światłem, jak odległe neony odbijające się w wodzie. Z wnętrza dobiegał niski, niewyraźny szept, tak cichy, że bardziej się go czuło, niż słyszało.
Ari zrobiła krok bliżej. W szczelinie mignął jej fragment ulicy, której nie znała: mokre kamienie, wysokie cienie i lampy świecące różowym światłem. Natasza cofnęła rękę, ale ziemia pod dębem zadrżała, jakby coś po drugiej stronie odpowiedziało na ich obecność. Korzeń obok szczeliny rozjarzył się na niebiesko.
I wtedy z ciemności padło jedno słowo, wypowiedziane głosem, którego żadne z nich nigdy wcześniej nie słyszało, ale które zabrzmiało zaskakująco znajomo.
Kacper wyciągnął rękę pierwszy.