Ciche echo w szkole pod lasem

W szkolnych murach Marta i Kuba odkrywają ukryty pokój, który wydobywa na powierzchnię ich emocje. To, co miało być tylko tajemnicą, szybko zaczyna ich przerastać.

Szkoła Marty stała na skraju lasu, jakby ktoś postawił ją zbyt blisko czegoś, czego nie da się oswoić. Po południu korytarze pustoszały, światła mrugały w długich odstępach, a każdy krok niósł się dziwnym echem.

Marta lubiła te chwile najbardziej. Wtedy budynek przestawał być zwyczajny. Dzisiaj jednak nie przyszła sama. Obok niej szedł Kuba z równoległej klasy, cichy i spięty, jakby żałował, że w ogóle dał się tu przyprowadzić.

— Nikomu ani słowa — powiedziała Marta, zatrzymując się przy starej szafce pod schodami.

Wyjęła mały, zardzewiały klucz i wcisnęła go Kubie do dłoni. Chłopak spojrzał na nią z niedowierzaniem, ale nic nie powiedział. Dopiero gdy przekręcił klucz w zamku, wąskie drzwiczki jęknęły tak głośno, jakby w środku coś się obudziło.

Komórka była jeszcze mniejsza, niż Marta pamiętała. Ciemna, duszna, wypełniona kurzem i zapachem starych desek. Na środku stał gramofon, a po ścianach wisiały lustra, pęknięte w cienkie, niespokojne linie.

— To nie wygląda jak składzik — szepnął Kuba.

Marta nie odpowiedziała. Nagle poczuła ucisk w żołądku, jakby sama przestrzeń nasłuchiwała ich oddechów. Podeszła do najbliższego lustra i dotknęła chłodnej tafli.

Powierzchnia zadrżała.

Z wnętrza dobiegł cichy śmiech, tak krótki i urwany, że Marta aż cofnęła rękę. W tej samej chwili gramofon sam ruszył. Igła spadła na płytę, a z głośnika popłynęła melodia lekka i niepokojąca zarazem.

W lustrze coś się poruszyło.

Najpierw zobaczyli swoje odbicia. Potem obok nich pojawiły się kształty, które nie miały prawa tam istnieć: ciemna, ciężka mgła przy Kubie i jasne, drgające plamy przy Marcie, jakby ktoś zamknął w szkle ich najgłębiej ukryte uczucia.

— Widzisz to? — spytał Kuba, nagle bardzo blady.

Marta skinęła głową, bo w jej własnym odbiciu radość mieszała się z czymś ostrzejszym, niepokojącym, czego nie umiała jeszcze nazwać.

Gramofon przyspieszył.

Drzwi za nimi zatrzasnęły się z głuchym hukiem, a lustra zaiskrzyły zimnym blaskiem. Marta i Kuba odwrócili się jednocześnie, lecz w komórce nie było już tylko ciszy. Coś jeszcze poruszało się w odbiciach, jakby miejsce pod lasem właśnie zaczynało ich rozpoznawać.