Cień nad Arkadią 7

Na stacji Arkadia znikają moduły i dron serwisowy. Lena, Michał i Zuza trafiają do segmentu C, gdzie w ciemności czeka coś obcego i niepokojąco żywego.

Stacja kosmiczna Arkadia dryfowała na granicy Układu Słonecznego jak zamknięte miasto zawieszone w ciszy. Dla Leny, Michała i Zuzy była całym światem: korytarzami pełnymi światła, szumem wentylacji, zapachem ozonu i codziennymi obowiązkami, które znali lepiej niż własne kieszenie. Tego ranka kończyli rutynową kontrolę paneli słonecznych i testy hydroponiki, kiedy coś zaczęło się nie zgadzać.

Michał pierwszy zauważył pusty dok. Dron serwisowy C7, który zawsze stał w tym samym miejscu, zniknął bez śladu. Sprawdził panel diagnostyczny jeszcze raz, potem drugi. Na ekranie migał chłodny, nieubłagany komunikat: brak sygnału od ponad dwóch godzin.

– To nie wygląda na błąd – powiedziała Zuza ciszej, niż zwykle. Przygryzła wargę i spojrzała w stronę zamkniętego przejścia do segmentu C. Kolejne drzwi po drodze też były zablokowane, jakby stacja sama zaczęła odcinać im drogę.

Lena nie lubiła czekać na odpowiedzi z systemu. Jeśli coś znikało, trzeba było to zobaczyć na własne oczy. Kiedy użyła kodu awaryjnego, drzwi do magazynu części rozsunęły się z sykiem. W środku panował bałagan: porozrzucane narzędzia, otwarte szuflady, przewrócony pojemnik po częściach zamiennych. Po dronie nie było nawet śladu. Za to w rogu, w miejscu, którego żaden z nich nie pamiętał, leżał metaliczny obiekt wielkości dłoni. Pulsował bladoniebieskim światłem, jakby oddychał.

W tej samej chwili ich komunikatory zacharczały, a całe pomieszczenie pociemniało. Cień przesunął się po ścianach wbrew źródłom światła, długi i poszarpany, jakby coś ukrywało się tuż za ich plecami. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.

Na panelu kontrolnym zapalił się czerwony napis: „Obcy obiekt wykryty. Protokół czarnej skrzynki uruchomiony. Minimalny dostęp.”

Zuza odsunęła się o krok. Michał wstrzymał oddech. Lena zrobiła jeden, bardzo powolny krok w stronę błękitnie pulsującego przedmiotu, kiedy z ciemności dobiegł ich cichy dźwięk, jakby coś po drugiej stronie metalu właśnie się obudziło.