Troje przyjaciół znajduje w lesie stary notatnik, który prowadzi ich nad Jezioro Srebrne. Gdy docierają pod wskazane miejsce, noc nagle się zmienia, a z ciemności wychodzi ktoś, kogo nie powinni tam spotkać.
Czerwcowy zmierzch osiadał nad Jeziorem Srebrnym jak cienka, chłodna mgła. Na wodzie drżały ostatnie refleksy dnia, a między sosnami unosił się ciężki zapach żywicy i wilgotnej ziemi. Lena siedziała na zwalonym pniu, Bartek krążył nerwowo po brzegu, a Ignacy milczał, wpatrzony w ciemniejącą taflę jeziora. To był ich rytuał od lat, ale tego wieczoru coś wisiało w powietrzu, jakby las sam czekał, aż zrobią pierwszy krok.
Bartek wyciągnął z plecaka stary notatnik. Skórzana okładka była popękana, a brzegi kartek poszarzałe od czasu. Znalazł go dwa dni wcześniej na strychu babci, w pudełku, którego nikt od lat nie otwierał. Na pierwszej stronie widniał odręczny napis: „Uwaga. Tylko dla wtajemniczonych”.
Lena zmrużyła oczy.
– Brzmi jak żart albo pułapka.
– Albo jedno i drugie – mruknął Bartek, już otwierając notes.
Nie było w nim żadnych zwykłych zapisków. Zamiast tego rozciągał się szkic jeziora, wybrzeża i ścieżek w lesie, narysowany z niepokojącą dokładnością. Między drzewami ktoś wcisnął znaki, których nikt z nich nie potrafił odczytać. Pod rysunkiem widniała tylko jedna linia: „Cień nad Srebrnym zaczyna się po zmroku. Szukaj pod starym dębem.”
Ignacy pierwszy podniósł wzrok.
– Ktoś musiał to zostawić specjalnie.
– Tym lepiej – odparła Lena, choć w jej głosie było więcej napięcia niż pewności. – Idziemy.
Las przyjął ich od razu ciszą, zbyt głęboką jak na zwykły wieczór. Latarki rozcinały mrok w wąskich, drżących snopach, ale każdy krok wydawał się oddalać ich od znanego świata. Stary dąb wyrósł przed nimi nagle, czarny i masywny, z korzeniami powykręcanymi nad ziemią jak palce.
To Bartek zauważył pierwszy błysk. Coś metalowego tkwiło tuż pod korzeniami, częściowo zasypane ziemią. Ignacy uklęknął, odgarnął wilgotne liście i wydobył małą, zardzewiałą skrzynkę. Była cięższa, niż wyglądała.
Lena chwyciła wieko.
W tej samej chwili wiatr przeciął polanę tak nagle, że drzewa jęknęły nad ich głowami. Latarki zamigotały. Z jeziora dobiegł krótki, gardłowy krzyk, którego nie powinno tu być. A potem z ciemności między pniami wybiegła postać i zatrzymała się dokładnie na skraju światła, jakby wiedziała, że już zdążyli otworzyć skrzynkę.