Sonia odkrywa, że potrafi zatrzymać czas. Gdy w pustej pracowni zegarmistrza świat nagle nieruchomieje, ktoś w białym kapturze okazuje się znać jej sekret.
Noc wisiała nad Starym Miastem ciężko i ciepło, przesiąknięta zapachem lip i rozgrzanego bruku. Sonia wracała do domu później, niż planowała, prowadząc rower z przebitą oponą i przeklinając w myślach cały dzień. Ulica była prawie pusta, a żółte latarnie rozlewały na kamienice mleczne plamy światła.
Kiedy mijała stary zakład zegarmistrzowski, zobaczyła coś, co zatrzymało ją w pół kroku. W oknie pracowni paliło się światło. Nie to zwykłe, przygaszone, które czasem zostawiał właściciel. To było ostre, czyste, nienaturalnie jasne, jakby ktoś dopiero co zapalił lampę i wcale nie zamierzał zaraz zgasnąć.
Sonia zmarszczyła brwi. Znała ten lokal od dziecka. Zegarmistrz nigdy nie pracował po zmroku, a już na pewno nie zostawiał otwartych drzwi. Mimo to podeszła bliżej. Klamka była chłodna i mokra od nocnego powietrza.
Wewnątrz uderzył ją zapach smaru, kurzu i starego drewna. Na ścianach wisiały dziesiątki zegarów, wszystkie tykały w swoim rytmie, tworząc nerwową, gęstą kakofonię. Za ladą stał starszy mężczyzna w czarnym płaszczu. Nie poruszał się. Nie mrugnął. Patrzył wprost na nią, jakby czekał właśnie na ten moment.
Sonia cofnęła dłoń od klamki, ale wtedy poczuła coś jeszcze. Krótki, przeszywający skurcz w skroniach. Tyknięcia zegarów urwały się naraz. Drgnienie powietrza zamarło. Pył zawisł nieruchomo w smudze światła. Nawet własny oddech wydawał jej się odległy.
Serce uderzyło jej raz, potem drugi. Sonia odwróciła głowę i zobaczyła, że świat za szybą także stanął. Płatki kurzu wisiały nieruchomo między nią a mężczyzną za ladą. Palce same uniosły jej się przed twarz. Mogła nimi poruszać. Mogła dotknąć zawieszonego w powietrzu okruchu szkła. Mogła wejść głębiej w ten bezruch, który powinien być niemożliwy.
Nie, to nie był sen.
Wzięła jeden drżący oddech i wtedy usłyszała cichy szelest za plecami. Odwróciła się gwałtownie. W progu stała druga postać, wysoka i nieruchoma, w białym kapturze zasłaniającym twarz. W dłoni trzymała niewielki srebrny zegarek, który w martwym świetle błyszczał jak ostrze.
Postać przechyliła głowę. Jej głos był ledwie szeptem, a mimo to Sonia usłyszała każde słowo.
— Czekałam na ciebie, Soniu.
Dziewczyna cofnęła się o krok. Czuła, jak coś w niej, nowego i groźnego, zaczyna pulsować razem z zatrzymanym światem. Postać w kapturze zrobiła kolejny spokojny krok do środka, a srebrny zegarek w jej dłoni cicho kliknął, jakby zaraz miał się otworzyć.