Cień pod zegarem

Leon wchodzi do opuszczonej wieży i trafia na mechanizm zegara, który budzi się tylko o północy. Gdy zza muru dochodzi szept, wieża przestaje być tylko ruiną.

Miasto o tej porze brzmiało jak miejsce dawno porzucone przez życie. Wiatr przeciągał przez rynek drobny pył i urywane odgłosy, a stara wieża nad dachami stała nieruchomo, jakby sama nasłuchiwała. Leon zatrzymał się u jej podnóża i uniósł wzrok ku zardzewiałym wskazówkom widocznym w bladej poświacie lamp. Od tygodni krążyły o niej opowieści, których nikt nie potrafił powiedzieć do końca, bo zawsze urywały się w tym samym miejscu: przy zamkniętych drzwiach i zegarze, który ponoć nie odmierzał czasu jak inne.

Leon nie przyjechał tu z ciekawości. Albo nie tylko z ciekawości. W znalezionym niedawno dzienniku brakowało połowy stron, ale te ocalałe wystarczyły, by go tu sprowadzić. „O północy mechanizm się budzi” - zanotował ktoś drżącym pismem. Pod spodem, niemal jak dopisek dodany w pośpiechu, widniało ostrzeżenie: „Wtedy cień wybiera strażnika”. Leon wsunął dłoń do kieszeni, dotknął chłodnego metalu klucza i popchnął drzwi.

Wnętrze uderzyło go zapachem kurzu, wilgoci i starego drewna. Sklepienie ginęło w mroku, a na ścianach wisiały portrety ludzi o zastygłych twarzach, których spojrzenia zdawały się podążać za każdym ruchem. Schody wiły się stromo ku górze; każdy stopień odpowiadał skrzypnięciem, jakby wieża liczyła jego kroki. Im wyżej wchodził, tym wyraźniej czuł coś jeszcze: nie tylko ciszę, ale napięcie, które gęstniało w powietrzu z każdym uderzeniem serca.

Na górnym poziomie, tuż przy ogromnym mechanizmie zegara, znalazł miejsce, którego nie było na żadnym planie. W niszy w murze leżał mosiężny klucz, identyczny z tym, który trzymał w ręce. Wskazówki stały nieruchomo minutę przed północą, lecz metalowe koła wewnątrz zegara zaczęły drgać, jakby coś po drugiej stronie ściany pchało je do ruchu. Leon zamarł. Wtedy zza kamieni dobiegł szept, cichy i zbyt bliski, by mógł należeć do wspomnienia: „Już nadszedłeś. Otwórz, jeśli chcesz wiedzieć, kto tu naprawdę pilnuje czasu...”

Zegar wydał z siebie niski, głuchy oddech. Cień w kącie wieży poruszył się pierwszy.