Cień z przyszłości

Dwójka studentów odkrywa starą księgę ukrytą w bibliotece. Jeden impuls wystarcza, by otworzyć przejście do obcej epoki, ale w nowym świecie szybko okazuje się, że nie są tam sami.

Noc w bibliotece była z tych, które wydają się zatrzymane w pół oddechu. Za wysokimi oknami szarpał gałęzie wiatr, a w środku panowała cisza tak gęsta, że Michał słyszał własny puls. On i Lena siedzieli przy długim dębowym stole, otoczeni stertami notatek, starych map i książek, które miały im pomóc przebrnąć przez egzamin z historii.

Lena odsunęła na bok kolejny tom i nagle zamarła. Na samym dole stosu leżała księga, której wcześniej nie widzieli. Gruba, ciężka, oprawiona w ciemną skórę popękaną ze starości. Na okładce połyskiwały złote litery, starte na tyle, że trudno było odczytać tytuł.

„Skąd to się tu wzięło?” - zapytała cicho.

Michał pochylił się nad stołem. „Jeśli nie stoi w katalogu, to pewnie ktoś ją schował. Otwórz.”

Lena zawahała się tylko przez moment. Gdy uniosła wieko księgi, powietrze wokół stołu stało się lodowate. Lampy nad ich głowami zamigotały, a potem zgasły jedna po drugiej. W bibliotece rozlał się mrok tak nagły, że oboje wstrzymali oddech.

Z wnętrza księgi wystrzelił blady, drżący blask. Nie był ciepły ani jasny jak światło lampy. Przypominał raczej rozwarcie rany w ciemności. Michał odruchowo się cofnął, ale promień już ich pochłaniał.

Kiedy odzyskali świadomość, nie siedzieli już w bibliotece.

Leżeli na wilgotnej ziemi, wśród wysokich traw kołysanych wiatrem. Nad nimi rozciągało się niskie, szare niebo, a gdzieś daleko śpiewały ptaki, tak obco i wyraźnie, jakby świat dopiero się budził. Zniknęły regały, elektryczne światło, dębowe stoły. Została tylko księga, leżąca kilka kroków dalej.

Michał podniósł się pierwszy. „Lena... powiedz, że to jakiś koszmarny żart.”

Nie odpowiedziała od razu. Klęczała nad księgą, jakby bała się jej dotknąć. Na pierwszej stronie, wypisanej eleganckim, nierównym pismem, widniała data: 1472 rok.

Z oddali dobiegł ich stukot kopyt i przytłumione głosy. Oboje rzucili się niżej, za wielki głaz porośnięty mchem. Przez łąkę przemknęła grupa ludzi w ciężkich, ciemnych strojach. Nie patrzyli w ich stronę, ale poruszali się tak, jakby dokładnie wiedzieli, dokąd zmierzają.

Michał przełknął ślinę. „To nie może być prawdziwe.”

„A jednak jest” - wyszeptała Lena.

W tej samej chwili zamilkły ptaki. Wiatr osłabł, jakby coś zagłuszyło cały świat. Lena odwróciła głowę i zesztywniała.

Między drzewami, po drugiej stronie polany, błysnęły dwa żółte punkty. Nie poruszały się jak oczy zwierzęcia. Zatrzymały się w jednym miejscu, nieruchome, uparte, jak wzrok czegoś, co właśnie ich odnalazło.

Trawa zaszeleściła.

I coś zaczęło iść w ich stronę.