Cienie w opuszczonym tunelu

W opuszczonym tunelu metra Zuza, Michał i Lena trafiają na pulsujący portal, który prowadzi ich do obcego, niepokojącego świata.

Metro w ich mieście miało w sobie coś, czego nie dało się polubić: odpadający tynk, wilgoć, puste korytarze i echo, które wracało z opóźnieniem, jakby samo miejsce nie ufało własnym dźwiękom. Zuza, Michał i Lena od dawna mijali zardzewiałe, zamknięte wejście do nieczynnego tunelu, ale tego popołudnia żadne z nich nie chciało wracać prosto do domu.

Zeszli niżej prawie bez słowa. Wąski korytarz pachniał kurzem i stęchlizną, a światło z latarki skakało po ścianach, obnażając pajęczyny, porzucone butelki i stare napisy, których nikt już nie czytał. Przez kilka długich sekund nie działo się nic. Tylko ich kroki odbijały się od cegieł.

Potem Michał zatrzymał się tak nagle, że Lena wpadła na jego ramię.

– Tam – szepnął.

Na końcu tunelu jedna ze ścian nie wyglądała jak mur. Cegły drgały w bladoniebieskim świetle, jakby coś oddychało za nimi. Zuza podeszła ostrożnie i wyciągnęła rękę. Gdy dotknęła powierzchni, nie poczuła chłodnej cegły. Jej palce zapadły się w coś miękkiego i falującego, jak w lodowatą wodę.

– Widzicie to? – wyszeptała.

Lena cofnęła się o krok, ale ciekawość już ciągnęła ich wszystkich do przodu. Światło zadrżało, rozwarło się nagle jak pęknięcie w powietrzu i wciągnęło ich bez ostrzeżenia.

Upadli na mokrą ziemię.

Kiedy podnieśli głowy, tunelu nie było. Nad nimi rozciągały się splątane konary drzew o srebrzystych liściach, a między pniami unosiły się drobne, świecące istoty, jak iskry zamknięte w skórze nocy. Powietrze było chłodne i obce, pachniało mchem oraz czymś jeszcze, czego Zuza nie potrafiła nazwać.

– Gdzie my jesteśmy? – wydusiła Lena.

W oddali poruszyła się ogromna sylwetka, jednocześnie zbyt smukła jak na sowę i zbyt cicha jak na kota. Zatrzymała się między drzewami, a jej oczy błysnęły żółto, nieruchomo.

Zuza odruchowo zrobiła krok w tył.

W tej samej chwili za ich plecami rozległ się suchy szelest, jakby ktoś przesunął po ziemi paznokciami albo skrzydłami.

Przyjaciele odwrócili się gwałtownie.

Tuż za nimi stała postać, której wcześniej na pewno tam nie było.

A potem niebo nad lasem rozdarł głuchy huk.