Cienie nad orbitą Cygnusa

Załoga stacji badawczej nad Cygnusem 4 odbiera sygnał z nieznanego obiektu dryfującego przy granicy orbity. Kiedy Livia próbuje go zidentyfikować, stacja zaczyna odpowiadać, jakby coś już weszło do środka.

Za panoramicznym oknem rozciągała się czarna pustka rozcięta zimnym blaskiem gwiazd. Odbijały się w chromowanych panelach sterowni i w zmęczonej twarzy komandor Livii Jarosz, która od pół godziny śledziła skaczące linie na monitorach. Była czwarta rano czasu stacji. Większość załogi spała jeszcze w kapsułach, zawieszona gdzieś między jedną zmianą a drugą.

Ciszę przerwały ciche kroki. Lucan wszedł do sterowni z kubkiem kawy, jakby sam fakt, że coś tu pachniało ziemskim ziarnem, miał utrzymać ich przy zdrowych zmysłach.

— Mów, że to tylko kolejna usterka — rzucił, siadając obok.

Livia nie oderwała wzroku od ekranu.

— Gdyby to była usterka, już bym ją przeklinała. — Wskazała pulsujący wykres. — Odbieramy transmisję.

Lucan postawił kubek zbyt gwałtownie. Kropla kawy spłynęła po metalowym blacie.

— Od kogo?

— Właśnie tego próbuję się dowiedzieć. Sygnał jest słaby, nieregularny, ale nie przypomina niczego z naszej bazy ani z wojskowych kanałów. Nie jest też czystym szumem.

— Czyli?

— Czyli ktoś albo coś mówi do nas z bardzo bliska.

Przesunęła palcami po panelu i przybliżyła obraz z kamery zewnętrznej. Na tle gwiazd pojawił się ciemny kształt, niemal niewidoczny, dopóki obraz nie wyrównał ostrości. Obiekt był nienaturalnie matowy, jakby wsysał światło wokół siebie. Nie miał wyraźnych krawędzi, żadnych oznaczeń, żadnych śladów napędu. Tylko nieregularną, milczącą bryłę dryfującą tuż za granicą pola grawitacyjnego planety.

— To nie jest złom — powiedział Lucan ciszej, niż zamierzał.

— Wiem.

— I nie wygląda na coś, co powinno być w tym miejscu.

— Też wiem.

Livia wyłączyła filtr tła. Obiekt nie zniknął. Teraz obraz drżał delikatnie, a w jego centrum pojawiało się coś, co bardziej czuło się niż widziało: rytm, powolny puls, jakby metal oddychał w próżni.

Lucan odsunął się od ekranu.

— Powinniśmy obudzić resztę.

— Jeszcze nie.

— Livia...

— Najpierw odpowiedź. Wysłałam sygnał powitalny pięć minut temu. Jeśli to inteligentna konstrukcja, może reagować na wzorce komunikacyjne. Jeśli nie, przynajmniej dowiemy się, z czym mamy do czynienia.

Nie zdążył odpowiedzieć. W tej samej chwili stację przeszył alarm. Oświetlenie zgasło, a sterownię zalała pulsująca czerwień awaryjnych lamp. Ekrany zamigotały, po czym jeden po drugim przełączyły się na ten sam komunikat:

NIEZNANY OBIEKT UZYSKAŁ DOSTĘP DO SYSTEMÓW STACJI

Lucan odruchowo spojrzał na Livię.

— Powiedz, że to żart.

Nie zdążyła odpowiedzieć. Z głośników rozległ się trzask, potem ten sam nieregularny sygnał, który przed chwilą analizowała, tylko teraz znacznie głośniejszy, bliższy, niemal intymny. Jakby ktoś oddychał prosto do ucha całej stacji.

Drzwi sterowni zatrzasnęły się automatycznie.

Na panelu błysnęło kolejne ostrzeżenie.

W ZAMKNIĘTYM SEGMENCIE WYKRYTO DODATKOWĄ OBECNOŚĆ.

Livia powoli uniosła wzrok od ekranu. Lucan już stał przy drzwiach, bezskutecznie próbując je otworzyć.

Za szybą, po drugiej stronie korytarza, coś poruszyło się w czerwonym świetle.