Lili znajduje w ogrodzie mały srebrny dzwoneczek. Gdy go potrząsa, ogród zaczyna zachowywać się bardzo dziwnie, a Bryś prowadzi ją w głąb miejsca, do którego nigdy nie chodziła sama.
W małym domu z niebieskimi okiennicami mieszkała siedmioletnia Lili. Najbardziej lubiła ogród za domem. Razem z kotem Brysiem chowała się tam wśród krzaków, rozmawiała ze stokrotkami i udawała, że każda grządka to tajemny zakątek dla wróżek.
Pewnego ranka Lili podlewała kwiaty, kiedy pod krzakiem porzeczek zobaczyła coś, co zamigotało jak kropla światła. Uklękła, odsunęła liście i znalazła maleńki srebrny dzwoneczek. Był chłodny, gładki i tak lekki, że prawie zniknął w jej dłoni.
Bryś natychmiast uniósł łebek. Jego ogon zesztywniał, a wąsy zadrgały niespokojnie.
Lili delikatnie poruszyła dzwoneczkiem. Cichutki dźwięk ledwie zdążył wybrzmieć, a wokół niej zerwały się motyle. Setki kolorowych skrzydełek zatańczyły nad stokrotkami, trawa zaszumiała, choć nie było wiatru, a z głębi ogrodu dobiegł miękki, srebrzysty chichot.
Lili spojrzała na Brysia.
Kot już nie siedział przy krzaku. Stał przy kamiennej ścieżce i patrzył w stronę starego dębu, jakby kogoś tam widział. Lili zrobiła krok za nim. Pod butem trzasnął mały kamyk. Dzwoneczek w jej dłoni zadrżał sam z siebie.
A spod dębu, tuż zza pnia, coś bardzo powoli wychyliło się na światło.