Ola i Staś odkrywają na zwykłym placu zabaw ławkę pod klonem, która pachnie i smakuje inaczej za każdym razem. A potem spod oparcia dochodzi cichy chichot.
Ola lubiła plac zabaw pod wielkim klonem, bo zawsze było tam trochę cienia, trochę szumu liści i dużo miejsca na wymyślanie nowych zabaw. Tego dnia przyszła tam ze Stasiem, swoim najlepszym przyjacielem. Huśtali się tak wysoko, że prawie dotykali gałęzi, zjeżdżali po śliskiej zjeżdżalni i zbierali do kieszeni błyszczące żołędzie.
Kiedy trochę się zmęczyli, usiedli na ławce pod drzewem. I wtedy Staś nagle zesztywniał.
Ola pochyliła się bliżej. Najpierw poczuła wanilię. Potem, kiedy przesunęła dłonią po drewnie, znowu uniósł się inny zapach, ciepły i słodki, jak czekolada. A kiedy Staś ostrożnie przycisnął palec do poręczy, skrzywił się ze zdziwienia.
Ola spojrzała na ławkę szeroko otwartymi oczami. Przez chwilę wszystko wokół ucichło: huśtawki przestały skrzypieć, liście nie zaszeleściły ani razu. Wtedy spod oparcia dobiegł ich cichy chichot.
Dzieci zamarły. Ktoś tam był.