Cyrk Nocy i lustro, które nie odbijało prawdy

Trzynastoletnia Lena trafia nocą do tajemniczego Cyrku Nocy. Za kulisami znajduje lustro i chłopaka, który wie o niej zbyt wiele, a to, co kryje się po drugiej stronie, zaczyna się budzić.

Miasto zasnęło wcześnie, a letnia cisza była tak gęsta, jakby ktoś przykrył ulice ciężkim kocem. Na jego obrzeżach, gdzie zwykle stał pusty plac, wyrósł Cyrk Nocy: granatowe i srebrne namioty błyszczały w blasku latarni jak mokry metal, a nad ziemią unosił się słodki zapach cukru, trocin i czegoś jeszcze, czego Lena nie potrafiła nazwać.

Mówiono, że cyrk pojawia się raz na dziesięć lat i znika przed świtem, zanim ktokolwiek zdąży się upewnić, czy naprawdę tam był. Lena słyszała te plotki od dawna, ale dopiero dziś postanowiła sprawdzić je sama. Miała trzynaście lat i dość bycia tą „za młodą”, „za małą”, „za rozsądną”. Rodzicom powiedziała, że idzie spać do koleżanki. Nikomu innemu nie zdradziła planu. Przyjaciele odmówili. Mówili, że nocny cyrk to nie jest miejsce dla jednej osoby.

Właśnie dlatego poszła sama.

Przecisnęła się przez tłum widzów stojących przed główną areną. Ktoś zachichotał nerwowo, gdy klaun w zbyt szerokim uśmiechu skłonił się przed dzieckiem. Obok przeleciała para akrobatów, jakby podłoga nie dotyczyła ich wcale. Na chwilę Lena zatrzymała wzrok na kobiecie z czarnym wężem przewieszonym przez ramię, ale zaraz coś innego przyciągnęło jej uwagę.

Tuż obok ogromnej areny stał mały namiot, niemal ukryty w cieniu. Nie miał kolorowych girland ani świateł. Tylko prosty napis przy wejściu: „Pokaz tylko dla odważnych”.

Lena obejrzała się przez ramię. Nikt nie patrzył w jej stronę. Zrobiła krok, potem drugi, i odsunęła ciężkie płótno.

W środku panował chłód. Na środku stało wielkie lustro w złoconej ramie, wyższe od niej samej, a przed nim siedział chłopak w czerwonym fraku. Siedział zupełnie nieruchomo, z dłońmi opartymi na kolanach, jakby czekał od bardzo dawna.

Kiedy Lena weszła, podniósł głowę i uśmiechnął się tak, jakby naprawdę na nią czekał.

– W końcu jesteś – powiedział cicho.

Lena poczuła, że coś ściska ją w gardle. Chciała zapytać, skąd zna jej twarz, ale w tej samej chwili światło nad ich głowami zaczęło pulsować. Lustro pociemniało, a jego powierzchnia zafalowała jak woda poruszona oddechem.

Za szkłem przesunął się cień.

Potem drugi.

Nie były podobne do żadnej postaci z cyrku. Chłopak w czerwonym fraku wyciągnął do Leny rękę, a lustro po drugiej stronie odpowiedziało cichym, głuchym stukiem, jakby ktoś właśnie dotknął go od wewnątrz.