Cyrk po zmierzchu

Gdy tajemniczy Cyrk Iluzji staje na skraju miasta, Lena i Adrian po zmroku wkraczają za kulisy. To, co tam znajdują, nie wygląda jak zwykłe przedstawienie.

Wieści o Cyrku Iluzji rozeszły się po mieście szybciej niż zdjęcia na słupach ogłoszeniowych. „Tylko trzy noce” - powtarzano na korytarzach, w autobusach, pod sklepem, jakby ktoś specjalnie chciał, żeby nikt nie przegapił tego show. Lena usłyszała o nim już rano w szkole i przez resztę dnia nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś w tym wszystkim jest nie tak.

Po lekcjach spotkała Adriana na przystanku. Oboje patrzyli w stronę łąki za miastem, gdzie przez cały dzień wyrastał cyrk - wielki, pusty jeszcze rano teren nagle zapełniły namioty, przyczepy i rozciągnięte liny. Największy namiot lśnił czerwienią i złotem, jakby nie został rozstawiony, tylko wyłonił się z ziemi razem z wieczorem.

Kiedy zapadła noc, nie mówili już wiele. Wypchali rowery w krzaki i ruszyli pieszo przez ciemność. Przy wejściu kręciło się zbyt mało ludzi jak na miejsce, które miało przyciągać całe miasto. Muzyka dobiegała urywkami, raz głośniej, raz prawie wcale, jakby ktoś sprawdzał, czy słuchają.

Za zerwaną siatką świat wyglądał inaczej. Powietrze pachniało dymem, słodką watą i czymś metalicznym, a pod butami chrzęścił drobny żwir. W półmroku między przyczepami migotały pojedyncze lampy. Z wnętrza jednego z wozów dochodziły stłumione głosy, zbyt ciche, by rozróżnić słowa.

Adrian pierwszy dostrzegł uchylone drzwi do małej przyczepy stojącej z boku placu. Lena weszła za nim. W środku nie było żadnych kostiumów ani luster, tylko rząd papierowych akrobatów zawieszonych pod sufitem. Poruszały się same, bez sznurków, jakby podrywał je czyjś oddech. Jeden z nich obrócił głowę w ich stronę.

Zatrzymał się.

Następny też.

Lena poczuła, jak chłód przesuwa jej się po karku. Papierowe twarze, puste jeszcze przed chwilą, teraz patrzyły prosto na nich. Drzwi za plecami trzasnęły z hukiem. Coś zasunęło rygiel z drugiej strony, a przez ścianę przyczepy zaczęła sączyć się czerwona poświata. W tej samej chwili rozległ się cichy śmiech, zbyt spokojny, zbyt bliski.

A potem ktoś szepnął tuż obok niej: „Nie powinniście byli tu wchodzić.”