Szesnastoletnia Lena i Igor wchodzą nocą do starego cyrku na pokaz, który zaczyna wymykać się spod kontroli, gdy lustra pokazują coś, czego nie powinny.
Deszcz dudnił o płótno starego namiotu, kiedy Lena wsunęła się przez uchyloną szparę i od razu poczuła w gardle ciężki zapach mokrego drewna, kurzu i karmelu. Cyrk Galante pojawiał się zawsze bez zapowiedzi, jakby wyrastał z ciemności tylko po to, by równie nagle w niej zniknąć. Zostawiał po sobie wilgotne plakaty, urwane plotki i wrażenie, że coś w nim było nie do końca prawdziwe.
Igor czekał przy wejściu na widownię, zgarbiony w płaszczu, jakby obawiał się, że ktoś zaraz wyrzuci go za samą obecność. W palcach ściskał dwa bilety na nocny pokaz.
"Mówiłem ci, że się uda" - szepnął. - "Nowy numer. Lustra Iluzji."
Lena prychnęła cicho, ale nie potrafiła ukryć napięcia, które zawsze pojawiało się w niej na widok cyrku. Tutaj nikt nie patrzył na nią z pytaniem w oczach. Tu dziwność była regułą, nie problemem.
Wnętrze namiotu było prawie puste. Kilka osób siedziało pod ścianami w ciemnych płaszczach, z twarzami skrytymi w cieniu. Na scenie zapaliły się punktowe światła, przecinając półmrok ostrymi smugami. Z kurtyny wyszła kobieta w długiej, srebrnej sukni wyszytej drobnymi ćwiekami, które łapały każdy błysk i oddawały go zimnym blaskiem. Poruszała się tak płynnie, że Lena przez moment miała wrażenie, iż nie stawia stóp na deskach.
"Witajcie" - powiedziała głosem miękkim, ale takim, który natychmiast uciszał salę. - "Jeśli przyszliście oglądać zwykłą sztuczkę, możecie być rozczarowani."
Kurtyna rozsunęła się bezszelestnie.
Za nią stał rząd starych luster, każde w innej ramie: jedne były wyszczerbione, inne porysowane, jeszcze inne wyglądały tak, jakby zdjęto je ze strychu dawno zamkniętego domu. Lena poczuła zimny dreszcz, kiedy zobaczyła swoje odbicie. Zamrugało odrobinę później niż ona.
Na początku wszystko wyglądało jak zwykły pokaz. Odbicia tańczyły, zmieniały kolory, uśmiechały się z przesadzoną pewnością siebie. Jedno lustro wydłużało sylwetki, inne rozciągało twarze, aż publiczność zaczęła się śmiać nerwowo, bo granica między zabawą a czymś dziwniejszym robiła się coraz cieńsza.
Potem Lena spojrzała jeszcze raz i zamarła.
W lustrze stała dziewczyna bardzo do niej podobna, ale nie taka sama. Miała ten sam profil, te same ciemne włosy, ten sam wzrok - tylko twardszy, uważniejszy, jakby wiedziała coś, czego Lena nie powinna usłyszeć. Odbicie zacisnęło dłonie w pięści.
Lena poczuła chłód biegnący po karku.
Igor pochylił się ku niej tak gwałtownie, że niemal uderzył ją ramieniem.
"Lena. Spójrz tam."
W jednym z luster scena odbijała się inaczej niż w rzeczywistości. Zamiast pustego przejścia za kulisami było tam widać ruch. Ktoś stał w cieniu i gorączkowo wymachiwał rękami, jakby próbował ostrzec widownię albo wyrwać się z miejsca, w którym został uwięziony.
Zanim Lena zdążyła cokolwiek powiedzieć, światła zgasły.
Przez namiot przetoczył się szmer paniki. Srebrna kobieta zniknęła ze sceny tak nagle, jakby rozpłynęła się w ciemności. Kurtyna zatrzęsła się gwałtownie, a wszystkie lustra jednocześnie rozbłysły ostrym, lodowatym światłem.
Lena odwróciła głowę, lecz było już za późno.
W jej własnym odbiciu coś się poruszyło.