Trzynastoletnia Lena trafia do Cyrku Aurory, który pojawia się w mieście bez ostrzeżenia. W nocnym pokazie dostaje znak, którego nie potrafi zignorować.
Cyrk Aurora zjawił się w mieście bez zapowiedzi. Rankiem na słupach ogłoszeniowych wisiały jeszcze stare ogłoszenia, a wieczorem już lśniły nowe plakaty: balony, iskry, postacie w maskach i wielki namiot pod kopułą nieba. Lena zobaczyła je pierwsza i od razu wiedziała, że musi tam pójść.
Przekonała Adama dopiero po trzeciej wiadomości i dwóch obietnicach, że nie będzie narzekać na zimno ani na tłok. Gdy weszli pod namiot, uderzył ich zapach karmelu, lakieru i czegoś jeszcze, trudnego do nazwania, jakby w powietrzu wisiała elektryczność. Nad głowami wirowali akrobaci, po arenie przesuwał się klaun z twarzą zbyt białą jak na zwykły makijaż, a iluzjonista w czarnym fraku rzucał cień dłuższy, niż pozwalało na to światło reflektorów.
Najbardziej niepokojąca była jednak dziewczynka w srebrnej masce. Nie mówiła ani słowa. Przechodziła między rzędami lekko, niemal bezszelestnie, i wręczała widzom małe kartki złożone na pół. Kiedy Lena rozwinęła swoją, zobaczyła tylko pustą stronę. Adam zmrużył oczy nad swoją i pobladł. Na papierze, tuż przy brzegu, ktoś wygrawerował symbol złamanego klucza.
Zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć, światła przygasły. Na arenę wtoczył się stary drewniany wóz, a iluzjonista podniósł srebrny zegarek i zatrzymał go tuż nad głową Leny. W tej samej chwili po namiocie przeszedł szept tak cichy, że bardziej go poczuła, niż usłyszała: „Nie wszystko, co widzisz, jest prawdziwe”. Ktoś w ostatnim rzędzie gwałtownie wstał i wybiegł, krzesła zaskrzypiały, a publiczność poruszyła się niespokojnie.
Dziewczynka w masce wróciła nagle, jakby wyłoniła się z cienia. Stanęła dokładnie przed Leną i Adamem, a srebro jej twarzy odbiło czerwone światła areny.
„Idźcie za mną, jeśli chcecie znać prawdę” - wyszeptała.
Lena spojrzała na Adama. Po drugiej stronie namiotu zasunęła się czarna kotara, a pod nią zamigotał znak złamanego klucza. Dziewczynka odwróciła się i ruszyła w głąb cyrku, prosto ku wąskiemu przejściu za areną, gdzie z ciemności dobiegał cichy, metaliczny dźwięk, jakby ktoś właśnie przekręcał zamek.