Troje nastolatków dociera na opuszczoną stację Proxima-3 na krańcu Układu Słonecznego i odkrywa coś, co nie powinno istnieć.
Kapsuła transportowa zadrżała, kiedy zaczepiła o pierścień dokujący. Nikodem odpiął pasy i przycisnął dłoń do chłodnego iluminatora. Za szybą wisiała stacja badawcza Proxima-3, martwa i nieruchoma, jakby ktoś porzucił ją w pośpiechu gdzieś na skraju świata.
W środku statku było słychać tylko ciche brzęczenie systemów i urywane oddechy w komunikatorach.
Na pewno chcemy tam wchodzić? - spytała Lena, sprawdzając uszczelnienie skafandra. Brzmiała tak, jakby sama nie wiedziała, czy bardziej się boi, czy cieszy.
Po to tu przylecieliśmy - powiedział Nikodem. - Jeśli stacja zniknęła z łączności, ktoś musiał zostawić ślad. Albo coś.
Sajra, zawsze o krok przed nimi, już otwierała schowek z wyposażeniem. Wyjęła zapasowe ogniwa, małego drona zwiadowczego i latarkę z szerokim snopem. Nie wyglądała na przestraszoną, ale jej palce poruszały się szybciej niż zwykle.
Śluza przyjęła ich bez protestu. Drzwi do stacji odsunęły się z głuchym jękiem, jakby nie otwierano ich od lat. W środku panował chłód, ciemność i zapach metalu, kurzu oraz czegoś jeszcze, czego Nikodem nie potrafił nazwać. Czerwone oznaczenia na ścianach biegły wzdłuż korytarza, ale większość lamp była martwa. Tylko ich latarki przecinały mrok cienkimi, drżącymi smugami.
Na podłodze leżały porwane kartki, wyłamane panele i kubek, który stoczył się pod ścianę tak, jakby ktoś przed chwilą go upuścił. Nie wyglądało to na zwykłe opuszczenie placówki. Bardziej jak na ucieczkę.
Nikodem też to usłyszał. Delikatne, prawie nierzeczywiste drapanie gdzieś pod posadzką. Dźwięk przesunął się o kilka metrów i ucichł.
Sajra puściła drona przodem. Maleńkie urządzenie wzbiło się bezszelestnie i wypłynęło w ciemność. Na ekranie w ich hełmach pojawił się obraz kolejnych pomieszczeń: przewrócone krzesła, otwarte szafki, rozsypane narzędzia. Potem kamera zjechała niżej.
Przy samej podłodze poruszała się czarna mgła.
Nie unosiła się jak para. Nie rozpraszała się. Pełzła powoli między kablami i szczelinami, gęsta, ciężka, pulsująca w rytmie, który przypominał oddech.
Nikodem poczuł, jak ściska go w żołądku. Mgła na ekranie nagle przyspieszyła, jakby usłyszała ich głosy. Zsunęła się w stronę drona i w jednej chwili obraz zgasł. W komunikatorach zatrzeszczał suchy trzask, a potem zapadła cisza tak głęboka, że aż bolały od niej uszy.
Lena cofnęła się o krok.
Z głębi jednego z bocznych korytarzy dobiegł niski, przeciągły dźwięk. Nie był ludzki. Nie brzmiał też jak sygnał ostrzegawczy.
Brzmiał, jakby coś właśnie obudziło się po bardzo długim czasie.