Czarodziejski dywan w pokoju Zosi

Zosia odkrywa, że jej zielony dywan zachowuje się bardzo dziwnie. Gdy zaczyna szeptać, pokój wypełnia się blaskiem, a zwykłe popołudnie zmienia się w coś nie do uwierzenia.

Zosia właśnie postawiła ostatni klocek na swojej najwyższej wieży. Uśmiechnęła się z dumą, ale zaraz potem coś przykuło jej uwagę. Zielony dywan pod łóżkiem drgnął. Nie tak, jakby ktoś po nim przeszedł. Drgnął sam z siebie.

Zosia znieruchomiała. Okno było zamknięte, drzwi też, a w pokoju było zupełnie cicho. Tylko dywan lekko falował, jakby pod spodem płynął niewidzialny wiatr. Dziewczynka podeszła bliżej i położyła na nim dłonie. Był ciepły. Ciepły jak koc wyjęty prosto ze słońca.

Nagle przy brzegu dywanu zamigotało srebrne światełko. Potem drugie. I jeszcze trzecie. Z drobnych nitek zaczęły splatać się błyszczące wzory, a zielona powierzchnia mieniła się raz na niebiesko, raz na złoto, raz na różowo. Zosia otworzyła szeroko oczy.

— Hej, Zosiu — szepnął ktoś cichutko.

Dziewczynka rozejrzała się po pokoju. Na krześle siedział miś, przy łóżku leżała żabka Bolek, ale żadne z nich się nie odezwało.

— Kto to powiedział? — szepnęła.

Dywan zadrżał z zadowoleniem i uniósł się odrobinę nad podłogę. Klocki stuknęły o siebie i przewróciły się jak małe domki. Zosia cofnęła się o krok, a potem usiadła na środku dywanu, bo serce biło jej tak mocno, że aż trudno było stać.

— Jeśli chcesz, pokażę ci coś niezwykłego — odezwał się głos spod jej dłoni. — Ale musisz zamknąć oczy i pomyśleć o miejscu, do którego najbardziej chcesz polecieć.

Zosia przełknęła ślinę. Zamknęła oczy i zobaczyła w myślach wielką łąkę pełną kwiatów i motyli.

Wtedy dywan drgnął mocniej, uniósł się wyżej i nagle cały pokój zawirował jak w kolorowym śnie...