Franek znajduje w ogrodzie mały zielony kapturek. Gdy zakłada go na głowę, zwykły ogród zaczyna zachowywać się bardzo dziwnie.
W słoneczny poranek Franek gonił po ogrodzie swojego psa Łatka. Łatek przebiegał między grządkami jak mała, brązowa błyskawica, a Franek śmiał się i wołał za nim:
Nagle zatrzymał się przy starym krzaku agrestu. Coś zielonego mignęło mu w trawie. Franek przykucnął i ostrożnie odgarnął liście. Pod krzakiem leżał mały, miękki kapturek. Był zielony jak młode listki i miał srebrną nitkę przy brzegu.
Rozejrzał się po ogrodzie. Nikt nie odpowiadał. Tylko Łatek usiadł obok i przechylił łeb, jakby też chciał obejrzeć znalezisko.
Franek podniósł kapturek. Był ciepły, choć leżał w cieniu. Przez chwilę tylko patrzył na niego, a potem, zanim zdążył się namyślić, wsunął go na głowę.
Kapturek lekko drgnął.
Franek poczuł w uszach delikatne łaskotanie. Trawa zaszeleściła, choć nie było wiatru. Motyl, który przed chwilą siedział nieruchomo na kwiatku, uniósł skrzydła i zamigotał jak kolorowa lampka. Łatek nagle spojrzał na Franka tak poważnie, jakby chciał mu coś powiedzieć.
Franek zamarł.
I wtedy tuż przy jego uchu odezwał się cichy głosik: