Puszek, mały kotek mieszkający z babcią przy lesie, odkrywa w ogrodzie maleńkie drzwi i z przyjaciółmi próbuje odkryć, dokąd prowadzą.
Puszek mieszkał z babcią w kolorowym domku przy lesie. Rano lubił wygrzewać się na schodkach, a potem ganiać z Fruzią, wróbelkiem o szybkim dziobie, i Rudą, rudą wiewiórką, która zawsze wiedziała, gdzie spadł najdorodniejszy orzech.
Tego dnia ogród wyglądał zwyczajnie. Słońce połyskiwało na kroplach rosy, trawa pachniała świeżo, a poziomki czerwieniały pod liśćmi. Puszek już miał pobiec za motylem, kiedy nagle zatrzymał się jak wryty. Za krzakiem poziomek coś błysnęło.
Były tam małe, drewniane drzwi. Tak maleńkie, że Puszek musiał pochylić łepek, żeby je zobaczyć. Miały złotą klamkę i zielone zawijasy wyryte na framudze. Fruzia spadła z gałązki prosto na trawę, a Ruda podbiegła tak szybko, że aż zaszeleściły jej ogonki na uszach.
Drzwi drgnęły. Potem znów. Zza nich dobiegł cichy śmiech i delikatne dzwonienie, jakby ktoś przesypywał garść srebrnych gwiazdek. Puszek wyciągnął łapkę do klamki. W tej samej chwili drewno rozjarzyło się tysiącem kolorów, a w powietrzu nagle uniósł się słodki zapach malin.