Giga, Miga i Wiga odkrywają na placu zabaw błyszczące, chichoczące ślady pachnące watą cukrową. Trop prowadzi je do kamienia przy stawie, gdzie ktoś ukrywa się ze śmiechem.
W miasteczku Pasikoników każdy poranek zaczynał się od śmiechu. Małe pasikoniki mieszkały w domkach z liści przy wielkim stawie, nosiły kolorowe spodnie i kapelusze, a psoty traktowały jak ważne zajęcie.
Najbardziej psotne były trzy przyjaciółki: Giga, Miga i Wiga. To one wymyślały wyścigi po liściach sałaty, bańki z rurek trawy i skakanie z gałązki na gałązkę tak szybko, że aż wiatr się dziwił.
Tego ranka Giga otworzyła drzwi swojego liściastego domku i aż przystanęła. Na ścieżkach placu zabaw błyszczały ślady. Nie zwykłe ślady, tylko takie, które chichotały: "hi-hi-hi!" za każdym razem, gdy ktoś w nie nastąpił.
Giga zawołała Migę i Wigę. Trzy przyjaciółki przykucnęły nad śladami. Pachniały watą cukrową.
To chyba ktoś urządził nam bardzo dziwny żart - szepnęła Miga.
Albo ktoś ma buty z sekretem - dodała Wiga i prawie spróbowała jednego śladu językiem.
Ślady skręcały raz w prawo, raz w lewo, jakby same nie mogły się zdecydować, dokąd prowadzić. Wkrótce za nimi pobiegły też inne pasikoniki, a cały plac zabaw rozbrzmiał śmiechem i tupotem małych nóżek.
Trop zaprowadził wszystkich do wielkiego kamienia przy stawie. Tam ślady nagle się urywały. Zza kamienia dobiegało ciche, dziwne parskanie, jakby ktoś bardzo się starał nie wybuchnąć śmiechem.
Giga, Miga i Wiga spojrzały po sobie. Raz, dwa, trzy.
Powoli zajrzały za kamień...