Pewnego ranka Antek zakłada ulubione skarpetki w niebieskie paski i słyszy z nich dziwne dźwięki. W jego własnym pokoju zaczyna się coś naprawdę niezwykłego.
Antek obudził się bardzo wcześnie. Za oknem słońce dopiero przecierało oczy zza szarej chmurki, a z kuchni już płynął ciepły zapach bułeczek. To był jego ulubiony rodzaj poranka.
Usiadł na łóżku i sięgnął po skarpetki w niebieskie paski. Były miękkie, ciepłe i zawsze leżały w tej samej szufladzie. Antek wsunął w nie stopy i aż zamrugał ze zdziwienia. Coś go delikatnie połaskotało.
Py-pyk...
Chłopiec spojrzał w dół. Skarpetki wyglądały zwyczajnie. Niebieskie paski, biała pięta, żadnych gwiazdek, żadnych złotych nici. A jednak po chwili znów usłyszał ciche:
Py-pyk... py-pyk...
Antek wstał i tupnął lekko nogą. Dźwięk odpowiedział od razu głośniejszym:
PY-PYK!
A potem stało się coś jeszcze dziwniejszego. Na skarpetkach zamigotały maleńkie kropki, jakby ktoś posypał je świecącym pyłkiem. Jedna mrugnęła na zielono, druga na żółto, a potem obie rozbłysły razem.
Antek usiadł z powrotem na łóżku i wstrzymał oddech.
W tej samej chwili z szafy dobiegł cichy szelest.
Chłopiec odwrócił głowę tak szybko, że aż trzesnęły mu włosy. Kto tam był? I dlaczego jego skarpetki nagle świeciły, jakby chciały coś powiedzieć?
Powoli wstał i podszedł bliżej szafy. Klamka była chłodna pod jego dłonią. Za drzwiami znów coś zaszurało.
Antek przycisnął palce do metalu i...