Ola i Staś odkrywają w kuchni babci szufladę, która nie zachowuje się jak zwykła szuflada. Za każdym razem kryje w sobie coś innego, a ostatnio zaczyna robić się naprawdę dziwnie.
Ola zawsze lubiła odwiedzać babcię. W żółtym domku z niebieskimi oknami pachniało naleśnikami, ciepłym mlekiem i czymś jeszcze, czego nie dało się nazwać. W kuchni stał duży, stary kredens. Na półkach błyszczały talerze, a w słoiczkach dzwoniły cukierki.
Najciekawsza była jednak szuflada na samym dole. Skrzypiała tak, jakby ktoś w środku szeptał przez sen. Ola nieraz zatrzymywała przy niej wzrok, ale babcia zawsze tylko uśmiechała się tajemniczo.
Tamtego deszczowego popołudnia Ola przyszła do kuchni ze Stasiem. Krople bębniły o szybę, a w domu było ciepło i cicho. Chłopiec wspiął się na palce, a Ola chwyciła za metalową gałkę i wysunęła szufladę.
W środku leżało lśniące czerwone jabłko. Ola aż mrugnęła ze zdziwienia, bo rano widziała tam zwykłą łyżkę.
– Ojejku... – szepnął Staś. – To jest zaczarowane.
Szuflada nie odpowiedziała, ale pachniała teraz świeżym sadem i mokrą trawą. Ola zamknęła ją powoli, po czym otworzyła znowu.
Tym razem w środku czekał kruchy rogalik z cukrowym uśmiechem. Staś wyciągnął rękę, lecz rogalik nagle poruszył się i mrugnął do niego jednym malutkim oczkiem.
Dzieci cofnęły dłonie jednocześnie.
– A jeśli poprosimy o coś naprawdę słodkiego? – szepnęła Ola.
Położyli ręce na chłodnym drewnie i wyszeptali swoje życzenie. W kredensie coś cichutko zadźwięczało. Szuflada drgnęła sama z siebie i zaczęła się otwierać bardzo, bardzo powoli...