Sara i Dawid znajdują w szkolnej bibliotece stary notatnik pełen niepokojących rysunków. Jeden z nich prowadzi ich na strych, gdzie coś zaczyna odpowiadać na ich obecność.
Szkoła po lekcjach brzmiała inaczej. Ciszej, ale jakoś bardziej czujnie. W pustej bibliotece pachniało kurzem, starym papierem i czymś jeszcze, czego Sara nie umiała nazwać, kiedy ona i Dawid przeciskali się między regałami, udając, że tylko szukają zagubionej książki.
To właśnie wtedy z najwyższej półki tuż obok drzwi na strych spadł gruby tom. Uderzył o podłogę z głuchym trzaskiem, jakby ktoś zrzucił go specjalnie, żeby zwrócić na siebie uwagę.
— Widziałeś to? — szepnęła Sara.
Dawid już kucał, żeby go podnieść. Okładka była wytarta, bez tytułu, chłodna w dotyku. Kiedy otworzył notatnik, oboje zamilkli. Strony były wypełnione ołówkowymi rysunkami: chaotycznymi liniami, dziwnymi znakami, ale też obrazami, które wyglądały aż za bardzo jak coś prawdziwego. Miasto unoszące się nad chmurami. Drzwi stojące samotnie pośrodku pustego pola. Postacie bez twarzy, narysowane tak dokładnie, że Sara odruchowo cofnęła rękę.
Przerzuciła kilka stron dalej i zatrzymała się gwałtownie.
Na czwartej stronie był plan sali gimnastycznej. Ich sali. Te same ściany, te same ławki przy wejściu, nawet pęknięta linia na parkiecie była narysowana w złym, niepokojącym kącie. Tyle że na środku podłoga była rozdarta na pół, a z otwartej szczeliny biło jasne światło, pełne drobinek, jakby coś pod spodem oddychało.
— To niemożliwe — powiedziała Sara, ale jej głos zabrzmiał cienko i obco.
Dawid zmrużył oczy. Był z tych, którzy zawsze szukają prostego wyjaśnienia, ale teraz nawet on wyglądał na zaniepokojonego.
— Może ktoś to narysował po prostu z pamięci — mruknął. — Albo z góry.
Sara nie odpowiedziała. Na ostatnim rysunku, ledwie widocznym pod smugą grafitu, zauważyła kawałek strychu. I coś jeszcze. Cienką linię podłogi dokładnie tam, gdzie teraz stały drzwi.
Wzięli notatnik i ruszyli w górę po schodach. Każdy stopień jęknął pod ich ciężarem zbyt głośno, jakby szkoła nie chciała ich tam wpuszczać. Ciemność na górze gęstniała z każdym krokiem, a z wnętrza poddasza dochodził ledwie słyszalny szelest, jakby ktoś przesuwał palcami po papierze.
Kiedy Sara uchyliła ciężkie drzwi, zobaczyła w głębi coś, co zamigotało raz, drugi, jak oddech światła. Dawid mocniej ścisnął krawędź notatnika.
Przez chwilę panowała cisza.
Potem spod podłogi dobiegł szept. Potem drugi.
A kiedy Sara spojrzała pod nogi, zobaczyła dokładnie ten sam fragment desek, który widniał na rysunku. W tej samej chwili drewno pod ich stopami rozjarzyło się bladym, nienaturalnym blaskiem.