Dom pod burzowymi chmurami

Nela i Nikodem trafiają na zamknięty pamiętnik na strychu domu dziadka. Strach, ciekawość i coś jeszcze czają się w starych, ciemnych kątach.

Nela po raz drugi tej nocy podeszła do okna. Nad miasteczkiem wisiały ciężkie, nisko zawieszone chmury, a wiatr szarpał koronami drzew tak mocno, jakby chciał wyrwać je z korzeniami. W domu było zbyt cicho. I właśnie ta cisza najbardziej ją niepokoiła.

Nikodem siedział na łóżku z otwartym zeszytem, ale więcej czasu spędzał na udawaniu, że się uczy, niż na naprawdę czytaniu. Co chwilę unosił wzrok znad kartek i zerkał w stronę ciemnego okna. To była ich pierwsza noc w domu dziadka od chwili, gdy trafił do szpitala, i wszystko wydawało się tu obce: skrzypiące podłogi, zapach starego drewna, cienie zalegające w kątach szybciej niż gdziekolwiek indziej.

Po kolacji, kiedy mama zasnęła w swoim pokoju, rodzeństwo spojrzało na siebie w milczeniu. Oboje od dawna wiedzieli, że na strychu kryje się coś więcej niż stare pudła i zakurzone meble. Teraz, gdy burza zbierała się nad dachami, ciekawość okazała się silniejsza od rozsądku.

Schody jęknęły pod ich ciężarem. Nela zacisnęła dłoń na latarce, a Nikodem szedł tuż za nią, tak blisko, jakby w ciemności sam oddech mógł go zdradzić. Na górze uderzył ich zapach kurzu, chłodu i czegoś jeszcze, czego nie umiała nazwać. Strych tonął w półmroku. Między kufrem a rzędem pustych słoików coś błysnęło matowo.

To był stary, skórzany pamiętnik z metalowym zamkiem.

Nela przykucnęła pierwsza. Przesunęła palcem po popękanej okładce, a potem spojrzała na brata. Nikodem próbował się uśmiechnąć, ale w jego oczach nie było już żadnej pewności.

Tyle że zamek nie dawał się otworzyć, a z tyłu, przy wielkim lustrze oprawionym w ciemne drewno, coś cicho zaszurało. Nela zesztywniała. Wydawało jej się przez ułamek sekundy, że w srebrnej tafli ktoś stoi za nimi i patrzy prosto na ich plecy.

Wtedy z dołu dobiegł dźwięk kroków.

Powolnych. Bosych. Coraz bliższych.

Latarka w dłoni Neli zadrżała i zgasła.