Trzynastoletnia Lena odkrywa w szkolnej bibliotece ukryte drzwi. Z Kubą wchodzi tam, gdzie regały kończą się tajemnicą, ale to, co czeka po drugiej stronie, nie wygląda na zwykłą przygodę.
Lena znała szkolną bibliotekę aż za dobrze. Skrzypiący parkiet, ciężkie regały, zapach kurzu i papieru, pani Brygida przy wejściu z miną tak surową, jakby pilnowała nie książek, tylko sekretów. W piątkowe popołudnie czekała tam na Kubę i już miała zacząć się nudzić, kiedy usłyszała cichy stukot dochodzący z końca sali.
Odwróciła głowę. Między regałami stała półka, której wcześniej nie zauważyła. Stara, ciemna, przyprószona pajęczynami, jakby od lat nikt jej nie przesunął o centymetr. Lena zmarszczyła brwi.
– Pani Brygido, co to za półka w rogu? – zapytała półgłosem.
Bibliotekarka uniosła wzrok znad kartkowanej książki i uśmiechnęła się tak, że Leny od razu przeszły ciarki.
– Nie wszystko w tej bibliotece jest do czytania, Leno.
Zanim Lena zdążyła dopytać, pani Brygida wróciła do swoich papierów. Dziewczyna podeszła bliżej. Im bardziej zbliżała się do półki, tym wyraźniej czuła chłód, choć kaloryfery grzały jak szalone. Przesunęła kilka książek, jedną po drugiej, aż ostatnia nagle sama odsunęła się na bok.
Za nią były drzwi.
Wąskie, drewniane, z metalową klamką i srebrnym kluczem tkwiącym w zamku, jakby ktoś zostawił je specjalnie dla niej. Lena wstrzymała oddech.
– Co ty tam robisz? – Kuba stanął za jej plecami tak nagle, że aż podskoczyła.
– Spójrz – szepnęła i odsunęła się, żeby zobaczył to samo co ona.
Kuba zmrużył oczy, potem spojrzał na Lenę. Nie musieli nic mówić. Ciekawość była silniejsza niż rozsądek.
Lena chwyciła klucz. Obrót. Zgrzyt. Drzwi uchyliły się powoli, jakby po drugiej stronie coś na to czekało. Z wnętrza wypłynęło zimne powietrze i drobne, świetliste pyłki. Za progiem ciągnął się wąski korytarz, a jego ściany mieniły się obrazami, które zmieniały się z każdym mrugnięciem: wieże, smoki, miasta zawieszone nad chmurami, słowa, które rozpadały się i składały na nowo.
– Wchodzimy? – spytał Kuba ciszej, niż Lena kiedykolwiek słyszała.
Zrobiła krok naprzód.
Drzwi zamknęły się za nimi bez najmniejszego dźwięku. Telefon w jej dłoni rozbłysnął, ale światło tylko potęgowało dziwny ruch na ścianach. Korytarz zdawał się oddychać.
I wtedy z ciemności dobiegł głos:
– Przyszliście mnie znaleźć...?
Lena zamarła. Kuba złapał ją za rękaw, a obrazy na ścianach zaczęły wirować coraz szybciej, jakby coś po drugiej stronie właśnie się obudziło.