Dziady nad Brzaskiem

W podlaskich mokradłach, gdzie wychowała się Lena, noc Dziadów nigdy nie była tylko zwyczajem. Gdy wraca z lasu z czarnym kamieniem, ktoś czeka na nią między trzcinami.

Noc spływała na mokradła ciężko i bezszelestnie, jakby sama ziemia wstrzymywała oddech. Lena szła wąską brzozową ścieżką między trzcinami, a wilgoć osiadała na jej płaszczu i rzęsach. Za pasem świerków czerniała bagienna dolina, gdzie żaby kląskały urywanym, nerwowym rytmem, a z oddali dochodził przeciągły krzyk żurawia. Był koniec października. Noc Dziadów.

W domu babcia Milena pewnie już stawiała na parapecie woskowe światełka, jak co roku, i kładła przy oknie kromkę chleba dla tych, którzy według starych ludzi nie potrafili odejść do końca. Lena pomagała jej od dziecka, ale od kilku lat robiła to bardziej z przyzwyczajenia niż z wiary. Miała dwadzieścia kilka lat, własne życie i własne powody, żeby nie wracać myślami do opowieści o rusałkach, nocnicach i tych wszystkich rzeczach, którymi babka straszyła wiejskie dzieci przy piecu.

Tylko tej nocy las nie pozwalał jej w to nie wierzyć. Czuła na karku czyjś wzrok, zanim jeszcze usłyszała pierwszy trzask gałęzi. Zatrzymała się tak nagle, że oddech uwiązł jej w gardle. Wiatr szarpnął mokrą trawę, coś zaszeleściło w trzcinach i na moment wydawało się, że między pniami porusza się nie zwierzę, lecz cień, który zna drogę lepiej od niej. Lena ścisnęła w dłoni czarny kamień, podany przez babkę przy wyjściu. „Nie zgub go” - powiedziała tylko. „I nie oglądaj się, jeśli usłyszysz głos”.

Wtedy z ciemności, spod grubego, omszałego pnia, wysunęła się postać w zabłoconej białej koszuli. Miała na szyi korale z jarzębiny, zbyt czerwone w bladym świetle księżyca, jak świeża rana na śniegu. Lena odruchowo cofnęła się o krok, lecz nieznajomy nie ruszył się z miejsca. Patrzył na nią tak, jakby przyszedł nie po pomoc, tylko po coś, co należało do niego od dawna.

Lena zacisnęła palce na kamieniu. Z głębi mokradła dobiegł długi, niski dźwięk, który nie przypominał ani ptaka, ani zwierzęcia. Nieznajomy odwrócił głowę w tamtą stronę, a potem zamilkł nagle, jakby sam przestraszył się tego, co usłyszał. W ciszy, która po tym nadeszła, Lena zrozumiała, że jeśli zaraz nie zrobi jednego kroku naprzód, noc odetnie jej drogę powrotną.