Dzień bez śmiechu

W Smieszowie, mieście wiecznego chichotu, pewnego ranka wszystko cichnie. Ela i jej pies Fasola ruszają tropem tajemnicy, która zaczyna się od bardzo dziwnej ciszy.

W samym środku Smieszowa, miasta balonów, tęczowych dachów i okien tak kolorowych, że aż mrużyło się oczy, wydarzyło się coś, czego nikt nie potrafił wyjaśnić. Rano ludzie wyszli na ulice, jak zwykle gotowi do żartów, śmiechu i głupich min, ale zamiast salw wesołości rozległo się tylko ponure chrząknięcie. Nawet sprzedawca precli przy rynku miał minę, jakby ktoś ukradł mu ostatni kawałek ciasta.

W Smieszowie śmiech zwykle odbijał się od murów, turlał po bruku i wpadał do okien. Czasem było go tyle, że nawet gołębie zaczynały dreptać szybciej, jakby nie chciały się spóźnić na dowcip. A teraz? Cisza. Gęsta, dziwna cisza, która wisiała nad miastem jak źle nadmuchany balon.

Ela pierwsza zauważyła, że coś jest nie tak. Miała osiem lat, kędzierzawe blond włosy, niebieskie oczy i talent do wypatrywania rzeczy, które inni mijali bez mrugnięcia. Obok niej dreptał Fasola, pies o uszach wiecznie w ruchu i pysku, na którym zawsze czaił się jakiś psikus. Tego dnia nawet on nie próbował ukraść bułki z koszyka pani Róży. Tylko przekrzywił łeb i cicho warknął, jakby nasłuchiwał.

Ela wyciągnęła mapę Smieszowa, butelkę wody i prowiant, po czym spojrzała na Fasolę.

Ruszyli w stronę centrum miasta, tam, gdzie zwykle było najgłośniej. Na liście pierwszym miejscem był Rynek Śmiechu, potem fontanna chichotów i stary zegar z melodią, przy której nawet kury podskakiwały. Im bliżej byli, tym bardziej coś nie pasowało. Okna były zamknięte, kolorowe wstążki wisiały nieruchomo, a po chodniku nie niósł się ani jeden wybuch śmiechu.

Przy fontannie stał tłum mieszkańców z twarzami dłuższymi niż sznur na pranie. Ela już miała ich zagadnąć, kiedy Fasola nagle znieruchomiał. Uszy postawiły mu się dęba. Zrobił dwa ostrożne kroki do przodu, po czym spojrzał pod kamienny brzeg fontanny.

I wtedy Ela usłyszała to też.

Cichutkie, urwane chichnięcie dochodzące z miejsca, z którego w Smieszowie od bardzo dawna nie powinno dochodzić niczego.