Dźwięk spod łóżka

W nocy usłyszałem dziwny dźwięk spod łóżka i gdy zajrzałem pod materac, zobaczyłem coś, czego nie powinno tam być.

Leżałem już prawie w półśnie, kiedy usłyszałem ten dźwięk.

Skrobanie.
Potem ciche stuknięcie.
A po chwili coś, co brzmiało jak zniecierpliwione mruknięcie.

Otworzyłem oczy tak szeroko, że aż zabolały mnie powieki. Pokój tonął w ciemności, a przez szczelinę w zasłonie wpadał tylko wąski pasek światła z ulicznej latarni. Przez moment próbowałem wmówić sobie, że to rurki w kaloryferze albo wiatr za oknem.

Wtedy dźwięk powtórzył się znowu.

Tym razem tuż obok mnie.

Podniosłem się na łokciu i poczułem, jak serce zaczyna walić mi pod samą szyją. Coś było pod łóżkiem. Coś, co nie chciało siedzieć cicho.

Sięgnąłem po latarkę leżącą na szafce nocnej. Dłoń miałem mokrą od potu, więc prawie wyślizgnęła mi się z palców. Nacisnąłem przycisk i cienka smuga światła przesunęła się po podłodze.

Ostrożnie pochyliłem się nad krawędzią łóżka.

Najpierw zobaczyłem tylko kurz i cienie.
Potem dwie wielkie, połyskujące oczy.

Zamarłem.

Nie krzyknąłem tylko dlatego, że stworzenie pod łóżkiem zrobiło coś jeszcze dziwniejszego.

Uśmiechnęło się.

To nie był potwór. Przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewałem. Była to mała, kudłata istota z ogromnymi uszami i ogonem, który poruszał się szybko jak u szczeniaka.

Patrzyłem na nią z otwartymi ustami.

Zanim zdążyłem zadać choć jedno pytanie, chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę ciemnej przestrzeni pod łóżkiem.