Szymon i jego przyjaciele odkrywają, że szkolny dzwonek budzi w nich niezwykłe moce. Gdy na dziedzińcu pojawia się tajemniczy przybysz z walizką, zwykły poranek zmienia się w zagadkę.
W poniedziałkowy poranek Szkoła Podstawowa nr 7 huczała jak zwykle: ktoś biegł po schodach, ktoś śmiał się pod szatnią, a pan Jan przy wejściu walczył z kolorową kurtką, która co chwilę zaplątywała mu się w rękaw. Szymon znał ten gwar na pamięć, a jednak od progu poczuł, że coś jest nie tak. Jakby powietrze w szkole drżało tuż przed burzą.
Kiedy wszedł do klasy, od razu zatrzymał wzrok na biurku pani Ewy. Leżał na nim stary mosiężny dzwonek. Nie było go tam wczoraj. Połyskiwał ciepłym, złotym blaskiem i miał wyryte na bokach znaki podobne do błyskawic. Szymon nachylił się bliżej, ale zanim zdążył o coś zapytać, pani Ewa uderzyła w dzwonek, żeby rozpocząć lekcję.
W tej samej chwili stało się coś dziwnego. Kolory w klasie jakby ożyły, linie na zeszytach zamigotały, a książki na ławkach lekko podskoczyły. Zosia wciągnęła powietrze i spojrzała na swoje dłonie, które zaczęły jarzyć się miękkim, neonowym światłem. Filip odwrócił głowę w stronę ściany, bo nagle usłyszał szept dochodzący z korytarza, tak wyraźny, jakby ktoś mówił mu prosto do ucha. A Szymon... Szymon zamarł, bo przez chwilę widział przez ścianę. Jak przez mgłę, ale wyraźnie dość, by dostrzec ruch za drzwiami obok.
Nikt nie odezwał się przez kilka sekund. Pani Ewa poprawiła okulary, jakby sama nie była pewna, co właśnie się wydarzyło. Gdy wyszła na chwilę z klasy po kredę, trójka przyjaciół spojrzała na siebie jednym, pospiesznym spojrzeniem. Zosia uniosła dłoń i lampy nad ich głowami rozbłysły jaśniej. Filip uśmiechnął się krzywo i szepnął, że w pokoju nauczycielskim ktoś właśnie otwiera szafkę. Szymon spojrzał w stronę korytarza i zobaczył coś, czego nie powinien widzieć.
Dzwonek zabrzmiał jeszcze raz. Tym razem krócej, ostrzej, prawie jak alarm.
Szymon odwrócił się do okna. Na szkolnym dziedzińcu stała wysoka postać w ciemnym płaszczu. W jednej ręce trzymała wielką, metalową walizkę, a drugą zasłaniała twarz przed słońcem. Przez sekundę, może dwie, patrzyła prosto na ich klasę. Potem uniosła walizkę i coś w niej cicho kliknęło.
Szymon poczuł, że serce bije mu szybciej. Zosia znieruchomiała. Filip przestał słyszeć cokolwiek poza własnym oddechem. Postać na podwórku zrobiła krok w stronę szkoły, a w jej oczach błysnęło coś zimnego i znajomego. Jakby wiedziała dokładnie, kto siedzi w tej klasie i co wydarzyło się przed chwilą.