Lena, zostawszy sama w szkolnej bibliotece, słyszy głos dochodzący z książek i trafia na wskazówkę prowadzącą do Czerwonej Sali. Im głębiej wchodzi w bibliotekę, tym mniej przypomina ona zwykłe miejsce.
Deszcz uderzał o wysokie okna biblioteki tak mocno, jakby chciał się przez nie przebić. Lena zamykała właśnie swoją zmianę w szkolnym wolontariacie. Kilka godzin wcześniej czytelnia była pełna głosów, szelestu kartek i pośpiesznych kroków, ale teraz między regałami zalegała cisza, gęsta i ciężka. Tylko lampy nad stołami rzucały blade światło na rzędy książek. Lena miała jeszcze chwilę, więc ruszyła w stronę najstarszego regału, tego ukrytego za masywną szafą katalogową.
Przesuwała palcami po grzbietach oprawionych w płótno tomów, gdy nagle przeszedł ją zimny dreszcz. Miała nieprzyjemne wrażenie, że ktoś stoi tuż za jej plecami. Albo coś. Sięgnęła po gruby wolumin z wyblakłym napisem „Prace Herbaciane XIX wieku” i wtedy usłyszała szept.
– Ej. Trochę delikatniej.
Zatrzymała rękę. Spojrzała na półki, potem na pusty korytarz za regałami. Nikogo. Tylko deszcz i własny oddech. Książka jednak poruszyła się lekko, jakby sama próbowała wysunąć się z rzędu.
– No wreszcie – odezwał się ten sam głos, teraz wyraźniejszy i zdecydowanie poirytowany. – Myślałam, że będziesz grzebać we mnie do rana.
Lena odsunęła tom. Zza jego grzbietu wytoczył się stary piórnik w popękanej skórze, ozdobiony pożółkłymi ornamentami. Na wieczku pojawiły się dwa drobne oczy i krzywy uśmiech, jakby ktoś narysował je zbyt cienkim ołówkiem.
– Witaj, Leno – powiedział piórnik i przekręcił się tak, by patrzeć prosto na nią. – Jeśli mnie słyszysz, to znaczy, że masz pecha. Albo szczęście. To zależy, czy zdążysz znaleźć przedmiot z Czerwonej Sali, zanim zrobi to ktoś inny.
Lena cofnęła się o krok. Za jej plecami rozległ się suchy stuk. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła, że stare globusy stojące przy ścianie obracają się same, powoli, jakby wskazywały drogę. Nad wejściem zegar nagle zaczął wybijać godzinę, choć wskazówki poruszały się coraz szybciej, nerwowo.
Światła przygasły.
– Pospiesz się – szepnął piórnik, a jego głos stał się nagle niższy, poważniejszy. – Jeśli wejdziesz tam teraz, możesz usłyszeć prawdę, której w tej szkole nie słyszał jeszcze nikt.
Lena zamarła z dłonią wyciągniętą w stronę klamki prowadzącej do Czerwonej Sali.