Echo z ciemnego korytarza

Tosiek, Zuza i Igor wchodzą po zmroku do opuszczonej szkoły. W środku czeka na nich coś, co zna ich imiona i nie zamierza zostać w cieniu.

Tosiek lubił myśleć, że strach jest tylko sygnałem, żeby iść dalej. Ale kiedy stanął przed ciężkimi drzwiami opuszczonej szkoły, ta pewność zaczęła mu się rozpadać gdzieś pod żebrami.

Budynek od lat stał pusty na skraju osiedla, wysoki i ciemny, jakby ktoś zapomniał go zabrać z innego czasu. Mówiono, że nocą słychać tam śmiech, szuranie krzeseł i pojedyncze kroki na piętrze, choć w środku nie ma nikogo. Zuza twierdziła, że to tylko głupie plotki. Igor udawał, że też w to nie wierzy. Tosiek nie był już taki pewien.

Przyszli po zmroku, z latarkami schowanymi w dłoniach i odwagą udawaną na głos. Nikt nie powiedział tego wprost, ale każdy z nich chciał sprawdzić, czy szkoła naprawdę jest tylko ruiną. Tosiek pierwszy nacisnął klamkę bocznych drzwi. Zaskrzypiały tak głośno, jakby budynek protestował.

W środku powitał ich chłód i zapach kurzu, mokrych ścian oraz czegoś jeszcze, trudnego do nazwania. Wąski korytarz ciągnął się przed nimi w głąb, pochłaniając światło latarek. Na ścianach wisiały pożółkłe zdjęcia dawnych klas. Niektóre były przekrzywione, inne prawie spadły, jakby ktoś dotykał ich przed chwilą.

Szli wolno, słysząc przede wszystkim własne oddechy. Pod podeszwami chrzęścił piasek i odłamki tynku. Gdy minęli pierwszą salę, coś stuknęło głębiej w korytarzu. Potem jeszcze raz. Igor zatrzymał się tak nagle, że Tosiek omal na niego nie wpadł.

Na podłogę spadła jedna z fotografii. Ramka rozbiła się z ostrym trzaskiem.

Tosiek uniósł latarkę i wtedy zauważył coś na końcu korytarza. Nie było to światło. Nie był to też cień. Coś błysnęło krótko, jakby metal albo szkło odpowiedziało na ruch jego dłoni. Chwilę później, zza drzwi po lewej stronie, dobiegł ich szept.

Tosiek zesztywniał.

Nie był pewien, czy naprawdę usłyszał własne imię, czy tylko mu się wydawało. Zuza odwróciła głowę tak szybko, że jej włosy uderzyły ją w policzek. Igor cofnął się o krok.

A potem klamka najbliższych drzwi poruszyła się sama.