W Dolinie Mgiel, gdzie noc zdaje się nie ustępować świtowi, Lena, Sara i Wiktor zbliżają się do jeziora, które budzi się tylko podczas pełni.
W Dolinie Mgiel noc nie znikała całkiem. Nawet o świcie między drzewami zalegał chłodny półmrok, a mgła wciskała się w korzenie sosen, wplatała w paprocie i oblepiała skraj ścieżki jak mokra tkanina. Nad wszystkim wisiało Drzemiące Jezioro: nieruchome, zbyt ciche, jakby nie należało do tego samego świata co reszta doliny.
Tego wieczoru Lena przyszła tam pierwsza. Miała przy sobie latarkę, zmięty notes i worek pełen drobiazgów, które według niej mogły się przydać, gdy legenda wreszcie przestanie być tylko legendą. Sara szła obok z rękami w kieszeniach kurtki i miną kogoś, kto przyszedł głównie po to, by udowodnić reszcie, że popełnia błąd. Wiktor milczał, ale jego spojrzenie co chwilę uciekało w stronę wody.
– To miejsce od lat karmi ludzi bajkami – powiedziała Sara, zatrzymując się przy pniu przewróconej olchy. – Jezioro nie budzi się od księżyca. Budzi się od wyobraźni.
Lena nie odpowiedziała. Wysunęła tylko latarkę przed siebie, jakby światło mogło przepchnąć się przez ciszę. Księżyc wisiał nisko i pełny, a jego blask kładł się na tafli tak równo, że woda wyglądała jak wypolerowane szkło. Żaden wiatr nie marszczył powierzchni. Nawet sitowie przy brzegu stało nieruchomo.
Wtedy coś zaszeleściło tuż obok nich.
Wiktor cofnął się o krok pierwszy, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć. Lena obróciła się gwałtownie i snop światła przeciął ciemność. W sitowiu, na granicy lądu i wody, leżał kamień wielkości dłoni. Nie był zwyczajny: w jego pęknięciach migotały srebrne żyłki, a z wnętrza płynęło słabe, rytmiczne pulsowanie, jakby ktoś zamknął w nim oddech.
– To nie może być... – zaczęła Sara, lecz urwała, gdy Lena już sięgnęła po kamień.
Lodowaty chłód przeszył jej palce aż do nadgarstka. W tej samej chwili jezioro drgnęło. Najpierw ledwie zauważalnie, potem mocniej, jak powierzchnia przebudzona z ciężkiego snu. Z głębi dobiegł dźwięk, którego nie dało się nazwać jednym słowem: śmiech, szept i plusk naraz.
Tafla rozchyliła się szerzej, a z jej środka uniósł się półprzezroczysty kształt, wysoki i niewyraźny, jak postać zrobiona z mgły i światła. Wiktor odruchowo zasłonił się ręką. Sara wstrzymała oddech. Lena zacisnęła palce na kamieniu, czując, że ten przedmiot nie został tu rzucony przypadkiem.
Postać otworzyła oczy.
– Kim jesteście – odezwała się głosem jednocześnie znajomym i obcym – że budzicie echo Drzemiącego Jeziora?