Echo w Ogrodach Edenu

Czwórka nastoletnich badaczy leci na opuszczoną stację Eden, by sprawdzić sygnał alarmowy. Na miejscu trafia na ślady pośpiechu, zakodowaną wiadomość i coś, co porusza się w ciszy.

Zeta-9 sunął przez czarną, gęstą od pyłu pustkę, jakby kosmos próbował wcisnąć się w kadłub i zatrzymać ich w miejscu. Za panoramiczną szybą migotały odległe gwiazdy, a przed nimi z mgły niebieskawego pyłu wyłaniał się Eden - orbitalna stacja, która jeszcze kilka dni temu była dumą całego sektora.

Kasia nie odrywała wzroku od panelu nawigacyjnego. Na ekranie pulsował jeden jedyny komunikat: sygnał alarmowy sprzed osiemnastu godzin. Potem cisza. Żadnych odpowiedzi. Żadnych dalszych transmisji.

Mat siedział obok z pochyloną głową, palce miał sztywne od napięcia. Przesuwał kolejne warstwy danych, aż wreszcie skrzywił się lekko.

Sandra odwróciła się od iluminatora. Eden zbliżał się powoli, majestatyczny i obcy zarazem, jego szklane moduły odbijały bladą poświatę pobliskiej mgławicy.

Najmłodszy z nich, Alex, przesuwał po ekranie model pola energetycznego stacji. Jego twarz rozjaśniały krótkie błyski z konsoli.

Zbliżali się do śluzy, gdy światła Edenu zamigotały raz, potem drugi. Dokowanie zawahało się na ułamek sekundy, po czym uruchomił się tryb awaryjny. W kabinie zapadła cisza tak gęsta, że słychać było jedynie szelest kombinezonów i przyspieszony oddech.

Kiedy drzwi śluzy otworzyły się z głuchym sykiem, uderzyła ich martwa, metaliczna pustka. Hol wejściowy był pusty, ale nie wyglądał na opuszczony. Na podłodze ciągnęły się świeże ślady butów. Drzwi do sterowni stały szeroko otwarte. Obok nich leżał rozbity tablet, wciąż wyświetlający poszarpany ciąg znaków, jakby ktoś przerwał wiadomość w połowie zdania.

Mat podniósł urządzenie i zmrużył oczy.

Wtedy z głębi stacji dobiegł dźwięk. Najpierw ledwie słyszalny, jak drżenie cienkiego drutu, potem coraz wyraźniejszy, uporczywy, zbyt rytmiczny, by był zwykłym szumem instalacji. Przeleciał po korytarzu i wrócił, odbity od ścian, jak echo czegoś, co nie powinno mieć głosu.

Sandra zastygła z ręką na pasku przy kombinezonie.

Kasia zacisnęła palce na detektorze biologicznym. Jego ekran rozbłysł nagle niebieskim światłem.

Za szybą hydroponicznego ogrodu coś przemknęło między rzędami roślin. Tylko cień, zbyt szybki, by go uchwycić, ale wystarczająco wyraźny, by wszyscy cofnęli się jednocześnie o krok.

W tej samej chwili system życia wydał krótki, ostry alarm.

Obecność nieznanej formy energii wykryta w sekcji C.

Kasia podniosła głowę, a światło z detektora drżało na jej dłoniach.