W opuszczonym muzeum Kacper zostaje sam po godzinach. Gdy przy starym zegarku i mechanicznej sowie słyszy pierwszy szept, odkrywa, że eksponaty nie są tak martwe, jak wyglądały.
Kacper został w muzeum dłużej, niż planował. Gdy ostatni zwiedzający zniknęli za ciężkimi drzwiami, sale zapadły w półmrok, a kurz na gablotach zaczął srebrzyć się w świetle ulicznych lamp. Cisza była tu inna niż wszędzie indziej: gęsta, stara, jakby coś w niej od dawna czekało.
Miał tylko zamknąć budynek po godzinach. Nauczycielka historii wręczyła mu klucz bez większego entuzjazmu, jakby to była zwykła przysługa, a nie obowiązek pilnowania miejsca pełnego pękniętych monet, wyblakłych portretów i przedmiotów, które wyglądały, jakby pamiętały zbyt wiele. Kacper przesunął dłonią po chłodnej poręczy i wszedł do sali z najdziwniejszymi eksponatami.
Tam, pod ścianą, stał stary zegarek kieszonkowy zamknięty w metalowej oprawie, obok mechanicznej sowy o szklistych oczach. Zatrzymał się przy nich, bo coś w tym zestawie było niepokojąco nie na miejscu. Zegar nie powinien być tak ciężki. Sowa nie powinna sprawiać wrażenia, że obserwuje go od dawna.
Wtedy usłyszał szept.
Cichy. Bliski. Za bliski, by mógł dochodzić z sali.
„Proszę... jeszcze chwilę...”
Kacper odruchowo odsunął się o krok i rozejrzał po pustych gablotach. Nic. Tylko ciemność, szkło i nieruchome cienie. Przełknął ślinę, próbując wmówić sobie, że to echo albo zmęczenie. Ale głos wrócił, wyraźniejszy, jakby ktoś mówił tuż przy jego uchu.
„Pomóż mi znaleźć... czas...”
Wskazówki zegarka drgnęły.
Kacper wpatrzył się w nie bez tchu. Po chwili mechaniczna sowa poruszyła skrzydłem tak sztywno, że aż zapiszczały zębatki. Jej dziób otworzył się z metalicznym trzaskiem.
„Już czas,” powiedziała niskim, chropawym głosem. „I nie jesteś tu sam.”
Zimno przebiegło mu po plecach. Przez moment miał wrażenie, że sala się wydłuża, a między gablotami przesuwają się cienie ludzi ubranych w stroje z obcych epok. Kiedy mrugnął, obrazy zniknęły, lecz zegarek nadal tykał coraz szybciej.
Potem zgasło światło.
W ciemności odezwały się następne głosy: klucze zaszurały cicho, medaliony zaszemrały metalicznie, a stara haftowana chusta poruszyła się, jakby oddychała. Wszystko mówiło naraz, ale jedno zdanie przebiło się przez ten szept wyraźnie i prosto do Kacpra:
„Czy jesteś gotów usłyszeć prawdę?”
Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi sali zatrzasnęły się z hukiem, a zegar wybił pierwszą nocną godzinę.