Echo Pulsara

Załoga Oriona przekracza granicę znanego kosmosu i odbiera sygnał z miejsca, którego nie ma na mapach. Im bliżej odpowiedzi, tym wyraźniej coś zaczyna odpowiadać.

Orion płynął przez granatową pustkę tak cicho, jakby sam kosmos wstrzymywał oddech. Za panoramicznym oknem gwiazdy jarzyły się zimnym światłem, a smugi meteorytów przecinały ciemność jak krótkie, ostre cięcia. Na mostku kapitan Lena Sikor nie odrywała wzroku od czerni przed nimi. Obok Arjun pochylał się nad panelem nawigacyjnym, zbyt skupiony, by zauważyć, jak napięcie powoli osiada na całym statku. Nawet Yoko, zwykle spokojna i szybka w decyzjach, krążyła niespokojnie po korytarzu za ich plecami, jakby coś w tej ciszy było nie do zniesienia.

Mieli lecieć dalej niż ktokolwiek przed nimi. Za mgławicę Gorgona. Poza granicę map, które przez lata udawały, że kończą się tam, gdzie kończy się wiedza. Misja była prosta tylko na papierze: sprawdzić, czy za znanym obszarem istnieje coś jeszcze. A potem radio odezwało się trzema krótkimi impulsami, pauzą i kolejnym trzaskiem, zbyt równym, by uznać go za zakłócenie.

Arjun uniósł głowę. Na jego twarzy nie było już śladu rutyny.

– To nie pochodzi z żadnego z naszych nadajników – powiedział cicho. – Źródło jest poza granicą mapy. Tam, gdzie według wszystkich obliczeń powinna być tylko próżnia.

Lena przesunęła palcem po konsoli i przełączyła systemy w tryb pełnej gotowości. Przez chwilę nikt się nie odezwał. Dopiero Yoko stanęła w progu, z dłonią zaciśniętą na framudze, i spojrzała na ekran tak, jakby już wiedziała, że odpowiedź będzie kosztować ich więcej, niż chcieli przyznać.

– Za godzinę wejdziemy w ten sektor – powiedziała. – Jeśli sygnał nadal będzie nadawany, będziemy dokładnie pod jego źródłem.

W tej samej chwili nawigacyjny obraz zaczął się rozdzierać od niewyraźnych zakłóceń. Na ekranie wyłonił się kształt, którego nie powinno tam być: samotna, czarna planeta zawieszona w martwej przestrzeni, bez gwiazd wokół, bez orbity, jakby ktoś wcisnął ją w sam środek pustki. Na jej powierzchni pulsowało światło w tym samym rytmie, w jakim brzmiał sygnał.

Orion zwolnił, choć nikt nie wydał takiego polecenia. Skanery zaczęły wariować, a radio zaskwierczało nagle nową sekwencją impulsów. Lena patrzyła na planetę i miała pewność, że coś tam patrzy z powrotem.

– Kapitan… co teraz? – zapytał Arjun, a w jego głosie po raz pierwszy pojawił się cień strachu.

Zanim Lena zdążyła odpowiedzieć, kadłub statku zadrżał od lekkiego, metalicznego uderzenia. Na zewnętrznym poszyciu, tuż poza zasięgiem reflektorów, pojawił się pojedynczy znak wypalony przez nieznaną energię.