Echo Srebrnej Planety

Trójka nastolatków na Silverionie tropi tajemniczy sygnał, który prowadzi ich pod ziemię, głębiej, niż ktokolwiek z kolonistów odważył się zejść.

Zorion, Lea i Miko siedzieli na krawędzi krateru, patrząc, jak srebrne światło pełza po poszarpanych skałach Silverionu. Od chwili, gdy ich rodziny wylądowały na tej zimnej planecie, każdy dzień przynosił coś nowego: dziwne zjawiska, obce dźwięki, ślady, których nie dało się wyjaśnić. Zorion miał piętnaście lat i od pierwszego tygodnia na kolonii marzył o tym, żeby zejść tam, gdzie dorośli zabraniali nawet zaglądać.

Ostatniej nocy system komunikacyjny złapał sygnał, jakiego nikt nie potrafił rozpoznać. Nie był głośny, ale uporczywy. Powracał regularnie, niemal jak bicie serca. Oficjalne skanery uznały go za zakłócenie, lecz Lea nie uwierzyła w to ani przez chwilę. Przekopiowała dane na swój holowatch, przeanalizowała je po swojemu i po godzinie była pewna jednego: sygnał dochodził z jaskini po drugiej stronie kolonii.

Kiedy po południu reszta osiedla zapadła w sen po nocnej zmianie, cała trójka wymknęła się poza zabezpieczony teren. Piasek pod ich butami był lepki od pyłu świecącego bladym, niebieskawym blaskiem. Skały wyrastały wokół nich jak zastygłe fale. Im bliżej byli jaskini, tym wyraźniejsze stawało się ciche dudnienie, które czuło się bardziej w kościach niż w uszach.

— Naprawdę musimy tam wchodzić? — szepnął Miko, ściskając pasek plecaka tak mocno, że zbielały mu knykcie.

— Jeśli to tylko awaria, wrócimy po kilku minutach — odpowiedziała Lea, nie odrywając wzroku od ekranu. — Jeśli nie, ktoś powinien wiedzieć pierwszy.

Zorion nie powiedział nic. Wiedział tylko, że serce bije mu szybciej z każdą sekundą. W samej jaskini pachniało metalem i chłodną wilgocią. Ściany pokrywały cienkie, luminescencyjne linie, które układały się w wzory zbyt regularne, by mogły być dziełem natury. Echo ich kroków wracało do nich z opóźnieniem, jakby coś odpowiadało z głębi.

Wtedy holowatch Lei rozbłysnął. Na ekranie pojawił się nowy ciąg symboli, którego wcześniej tam nie było. Światło w tunelu przygasło, a z czarnej czeluści przed nimi dobiegł niski, ciężki dźwięk, jakby coś wielkiego przesunęło się pod ziemią. Zorion zrobił odruchowy krok naprzód i poczuł, że grunt pod jego stopami ustępuje.

Skała rozsunęła się z głuchym trzaskiem, odsłaniając wąskie, spiralne schody prowadzące w dół. A spod nich, z miejsca, którego nie powinno tam być, pulsował sygnał jeszcze silniejszy niż przedtem.