Echo w Starej Bibliotece

W opuszczonej bibliotece przy ulicy Sosnowej Lena i jej przyjaciele odkrywają, że przedmioty zaczynają mówić. Jedno pytanie otwiera im drogę do miejsca, którego nikt nie powinien znać.

Mówiono, że biblioteka przy ulicy Sosnowej od lat stoi zamknięta tak szczelnie, jakby ktoś chciał odciąć ją od świata razem z całym kurzem, ciszą i tym, co zdążyło tam wyrosnąć w mroku. Po zmroku nikt nie zapalał w niej światła. Nikt rozsądny.

Lena, Mikołaj, Sara i Igor nie przyszli tam po rozsądek. Był ostatni wieczór sierpnia, a razem z nim to znajome, wkurzające poczucie, że wakacje kończą się za szybko, a szkoła już czai się za rogiem. Budynek od dawna działał im na wyobraźnię: wysokie okna oblepione bluszczem, odrapane mury, tylne drzwi niedomknięte tak, jakby ktoś wyszedł tylko na chwilę i nigdy nie wrócił.

Przecisnęli się przez wąskie wejście bez słowa. Tylko Igor parsknął cicho śmiechem, ale szybko go zdusił, kiedy zobaczył wnętrze. W środku panował chłód i ciężki zapach starych stron. Promień latarki Leny przesunął się po długich regałach i zatrzymał na biurku bibliotekarki: otwarta książka, okulary bez jednej zauszki, kubek z zaschniętym śladem herbaty, wszystko przykryte tak grubą warstwą kurzu, jakby nikt nie dotknął tego od lat.

– Słyszycie? – szepnęła Sara.

Przystanęli.

Na początku było tylko coś bardzo cichego, ledwie uchwytnego, jak drżenie powietrza. Potem odezwał się głos, ochrypły i nieprzyjemnie spokojny, jakby ktoś mówił prosto z wnętrza ściany.

– To nie wiatr. To pamięć.

Mikołaj zesztywniał. Igor odruchowo zrobił krok w tył.

Lena nie odezwała się ani słowem. Weszła bliżej biurka i przyświeciła latarką na leżące obok pióro. Stare, ciężkie, z wyblakłym drewnianym trzonkiem. Przez sekundę wyglądało zupełnie zwyczajnie. A potem lekko drgnęło.

– W końcu ktoś przyszedł – powiedziało pióro cichym, chropowatym głosem. – Ale nie przyszliście we właściwe miejsce.

Sara gwałtownie odsunęła się od biurka.

– To żart? – wyszeptała.

Nie zdążyła usłyszeć odpowiedzi. Z głębi sali dobiegł niski zgrzyt drewna. Jeden z regałów w rogu przesunął się o kilka centymetrów, jakby coś po drugiej stronie napierało na niego z całej siły. Książki zadrżały, a między ich grzbietami zamigotało coś bladego, zielonkawego.

Drzwi za nimi zatrzasnęły się z hukiem.

W ciszy, która zapadła potem, pióro poruszyło się jeszcze raz.

– Jeśli przyszliście po odpowiedzi, musicie najpierw zadać właściwe pytanie.

Regał odsunął się nagle całkiem, odsłaniając wąskie przejście. Z wnętrza wypłynęła zimna, zielona poświata, a zaraz potem odezwał się kolejny głos, niższy, starszy, jakby należał do samej biblioteki.

– Niech ktoś z was wejdzie pierwszy.