Trójka nastolatków z internatu trafia do zamkniętego pokoju, który zaczyna odbierać i wzmacniać emocje uczniów.
Szkoła nad Jeziorem miała w sobie coś, co od pierwszego dnia sprawiało, że Ada chodziła ciszej, niż zwykle. Nawet latem budynek pachniał wilgocią, chłodnym kamieniem i jeziorną mgłą, która wieczorami wciskała się pod okna internatu. Starsi uczniowie opowiadali o tym miejscu różne rzeczy, najczęściej półgłosem, jakby ściany potrafiły słuchać.
Ada jeszcze nie zdążyła przywyknąć do własnego łóżka ani do dźwięku skrzypiących schodów. Pierwsza noc poza domem miała smak nerwów i bezsenności. Leżała sztywno pod kołdrą, wsłuchana w szelest rozmów za drzwiami, kiedy do pokoju weszła jej nowa współlokatorka, Nadia. Miała mokre po deszczu włosy i spojrzenie kogoś, kto udaje pewność siebie tylko po to, żeby nie zdradzić, że w środku wszystko ma napięte jak struna.
– Też nie możesz spać? – spytała cicho.
Ada miała odpowiedzieć, kiedy Nadia odwróciła się ku oknu.
– Chodź. Na chwilę. Tu jest duszno.
Niedługo potem dołączył do nich Igor, ze słuchawkami zsuniętymi na szyję i miną człowieka, który zawsze słyszy więcej, niż powinien. Nie pytał, dokąd idą. Po prostu ruszył za nimi przez pusty korytarz, w którym światło z jarzeniówek drżało jak od zimna. Na drugim piętrze zatrzymali się przed wąskimi drzwiami, o których krążyły szkolne plotki.
– To tutaj? – szepnął Igor.
Ada spojrzała na starą klamkę. Metal był lodowaty, choć w budynku panował letni upał. Ktoś kiedyś powiedział, że za tymi drzwiami jest pokój, w którym człowiek zaczyna czuć cudze emocje. Ktoś inny, że sam pokój je zostawia, jak ślady po butach na mokrej podłodze.
Nadia położyła dłoń na klamce pierwsza.
Drzwi ustąpiły niemal bezgłośnie.
W środku było ciemniej, niż powinno. Wąskie pomieszczenie wyglądało zwyczajnie tylko przez chwilę: zbyt chłodne jak na sierpień, z tapetą, na której wzór przypominał rozmazane twarze. W rogu migała mała zielona lampka, ledwie widoczna, a jednak niepokojąco czujna.
Ada zrobiła krok do przodu i nagle poczuła ucisk w gardle. Nie swój. Cudzy. Tak ciężki, że aż zakręciło jej się w głowie.
– Czujecie to? – wyszeptała.
Nadia zamilkła. Jej twarz pobladła.
– Smutek – powiedziała po chwili Ada, zanim zdążyła się zastanowić, skąd to wie. – Ogromny.
Igor odsunął się od ściany.
– Ja czuję złość. I to nie jest moja złość.
W tej samej chwili zielona lampka błysnęła mocniej. Drzwi zatrzasnęły się z głuchym hukiem, od którego aż zadrżały szyby. W mroku, na ścianach, zaczęły pojawiać się litery, jedna po drugiej, jakby ktoś pisał je od środka budynku: „Kto naprawdę jesteś?”
Ada cofnęła się o pół kroku. Powietrze zgęstniało, pełne szeptów, których nie dało się zrozumieć, ale których nie dało się też zignorować. W tym chaosie poczuła coś jeszcze: delikatny, uporczywy sygnał, jakby ktoś próbował dotrzeć tylko do niej.
Odwróciła głowę w stronę ciemnego kąta pokoju.
I wtedy usłyszała, że ktoś po drugiej stronie naprawdę odpowiada.