Siedemnastoletni Igor wraca do zrujnowanego liceum, gdzie dziwne głosy i echo prowadzą go do sekretu związanego z jego mocą.
Opuszczone liceum na skraju miasta od lat straszyło pustymi oknami i wybitymi drzwiami, ale tego wieczoru Igor nie przyszedł tu z ciekawości. Przecinał zarośnięte boisko z latarką w dłoni, a każdy krok w mokrej trawie brzmiał mu w uszach zbyt głośno. Miał siedemnaście lat i od kilku tygodni czuł, że coś w nim pęka i składa się na nowo. To miejsce miało mu powiedzieć, czy oszalał, czy naprawdę zaczyna słyszeć świat inaczej.
Pierwszy raz poczuł to po wypadku z rowerem. Rozbił się o latarnię, gotowy zgiąć się z bólu, a zamiast tego usłyszał wokół siebie drganie powietrza, jakby ktoś przeciągnął po nim niewidzialną strunę. Potem przyszły głosy. Nie wyraźne rozmowy, raczej urywki szeptów, odbicia cudzych myśli, które pojawiały się tam, gdzie nie powinny. Za każdym razem wracały do tego samego miejsca, do starej szkoły, jakby coś tu nadal czekało.
W sali gimnastycznej było zimniej niż na zewnątrz. Na podłodze leżały odłamki szkła, a z sufitu zwisały poszarpane kable. Igor zatrzymał się pośrodku ruin i spróbował skupić oddech. Wtedy echo wróciło. Nie puste, nie martwe. Niosło obrazy tak ostre, że aż cofnął się o krok: czyjś pośpiech, czyjąś panikę, urwany śmiech, potem rozpacz, której nie dało się pomylić z niczym innym.
Najwyraźniej odezwał się jeden głos, chłodny i stanowczy: „Znajdź klucz, zanim oni przyjdą”.
Igor zamarł. Rozejrzał się gwałtownie i uniósł latarkę. Wąski snop światła padł na metalową szafkę z wyblakłym numerem, stojącą przy ścianie pod koszem do koszykówki. Dokładnie w tej samej chwili gdzieś nad nim skrzypnęły schody. Potem rozległ się ciężki, wyraźny krok.
Igor wstrzymał oddech i wyciągnął rękę do szafki, kiedy usłyszał za plecami cichy szept, tak blisko, jakby ktoś stał tuż obok niego.