Echo z Księżycowej Doliny

Troje nastolatków trafia do opuszczonej bazy Lunar-7 na Księżycu i odkrywa ślad po kimś, kogo nie powinno tam być. W środku czeka na nich zagadka, która nie chce zostać zamknięta.

Baza Lunar-7 od lat widniała w rejestrach jako zamknięta i odizolowana. Oficjalnie nie działo się tam nic. Nieoficjalnie? Tego nikt nie potrafił sprawdzić. A jednak właśnie tam, pośród oszronionych kopuł i zamarłych anten, Tola, Michał i Ali prowadzili swój łazik przez szarą ciszę Księżyca.

To miał być zwykły etap Misji Młodych Odkrywców, pierwszy prawdziwy program naukowy dla nastolatków poza Ziemią. Dla Toli brzmiało to jak spełnienie marzenia, dla Michała jak odpowiedzialność, którą trzeba udźwignąć bez paniki, a dla Ali jak największe techniczne wyzwanie w jego życiu. Tola siedziała przy skanerze, obserwując zielone linie przesuwające się po ekranie. Michał trzymał rękę przy panelu sterowania, gotów zareagować na każdy sygnał ostrzegawczy. Ali zgarbił się nad swoim własnoręcznie złożonym tabletem, mrucząc coś pod nosem.

Księżycowy horyzont gasł powoli za ich plecami. Niebieskosrebrne światło Ziemi rozlewało się po dolinie jak cienka mgła. Wokół było zbyt cicho. Nie ta zwykła cisza pustki, tylko cisza miejsca, które czeka.

Gdy wjechali do głównego korytarza bazy, drzwi zamknęły się za nimi z głuchym hukiem. Na moment wstrząsnęło całą konstrukcją.

– Spokojnie. To pewnie automatyczny protokół – powiedział Ali szybko, choć jego palce poruszały się odrobinę za nerwowo. – Już to odblokuję.

Tola nie odpowiedziała. Coś przykuło jej wzrok na bocznej ścianie korytarza. Nad czerwienią migającej diody ktoś pozostawił świeży znak, jakby narysowany w pośpiechu cienkim, ciemnym markerem. Spiralny kształt przecięty ostrą linią przypominał jednocześnie symbol i ostrzeżenie.

– Ktoś tu był po nas – wyszeptała.

Michał podszedł bliżej, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, z głośników nad ich głowami popłynął szum. Najpierw krótki, przerywany, potem coraz wyraźniejszy. Wreszcie odezwał się głos, zniekształcony, jakby przedzierał się przez lata martwej transmisji.

Mówił po polsku. Ale między słowami wciskały się obce, metaliczne dźwięki, których żadne z nich nie potrafiło rozpoznać.

„Nie otwierajcie... drzwi... oni wracają... czas się kurczy...”

Tola poczuła, jak ściska jej się żołądek. Ali przestał stukać w ekran. Nawet Michał zamarł, jakby nagle zapomniał, co powiedzieć.

Wtedy z głębi jednego z bocznych pomieszczeń dobiegł odgłos kroków.

Powolnych.

Coraz bliższych.