Echo z piwnicy

Trójka przyjaciół, uwięziona w szkole przez burzę, natrafia na stare drzwi prowadzące pod piwnicę. Za nimi czeka coś, co nie powinno umieć wołać o pomoc.

Powietrze w szkole było ciężkie od wilgoci, a każdy grzmot zdawał się wstrząsać szybami aż po samą ramę. Lena, Igor i Tomek siedzieli w pustej klasie, czekając, aż burza trochę osłabnie. Zostali po lekcjach jeszcze na projekt z fizyki, ale deszcz odciął im drogę do domu.

Lena nie wytrzymała pierwsza.

– Chodźcie. Zejdźmy do starej piwnicy. Może znajdziemy tam coś do przegryzienia – powiedziała, zerkając na metalowe drzwi pod schodami.

– W tej piwnicy? – Tomek skrzywił się. – Tam nawet woźny nie zagląda bez powodu.

– Tym bardziej – odparła Lena i już ruszała korytarzem.

Szli w milczeniu. Ich kroki odbijały się od ścian z takim echem, jakby ktoś szedł tuż za nimi. Drzwi na końcu korytarza wyglądały tak, jakby pamiętały czasy starsze niż sama szkoła. Rdza zjadła klamkę, a tuż pod nią ktoś wyrył dziwny znak: coś pomiędzy okiem a sową.

Igor pochylił się bliżej.

– Widzieliście to kiedyś? – szepnął. – Jakby ktoś specjalnie to oznaczył.

– Albo to po prostu stary bazgroł – powiedział Tomek, ale jego głos zabrzmiał mniej pewnie, niż chciał.

Pociągnął za klamkę. Drzwi nawet nie drgnęły.

Nad ich głowami zaszumiała ulewa, a potem coś ciężko uderzyło o dach. Lena wyjęła telefon i zapaliła latarkę. Białe światło przesunęło się po blasze, po rdzawych zawiasach, po wąskiej szczelinie przy progu.

– Tu coś jest – powiedziała cicho.

Igor przykucnął i wsunął palce pod drzwi. Po chwili cofnął rękę z małym, zimnym kluczem na dłoni.

– To nie może być prawdziwe – mruknął Tomek.

Nie odpowiedzieli mu od razu. Każde z nich czuło, że jeśli teraz przekręcą ten klucz, coś się zmieni. Mimo to Lena wzięła go pierwsza. Zamek stawiał opór tylko przez moment. Potem rozległ się suchy trzask i drzwi uchyliły się z cichym jękiem.

Z wnętrza wypłynął chłód. I jeszcze coś. Ledwie słyszalny szept, jakby ktoś stał po drugiej stronie i czekał od dawna.

Weszli powoli po wąskich schodkach. Latarka przecięła ciemność i odsłoniła pękniętą posadzkę, fragment zardzewiałej półki i dużą, poobijaną skrzynię stojącą przy ścianie. Na jej wieku ktoś wydrapał ten sam znak co na drzwiach.

Wtedy drzwi za nimi huknęły.

Lena odwróciła się gwałtownie, a Igor aż wciągnął powietrze. Tomek sięgnął do klamki, ale zanim zdążył ją chwycić, ze skrzyni dobiegło trzy razy ciche puknięcie.

Potem rozległ się szept, wyraźniejszy niż wcześniej, tuż obok nich:

– Pomóżcie mi...