Franek odkrywa ukryte drzwiczki w ogrodzie babci i trafia na miękką wyspę wśród chmur, gdzie poznaje Lilę i słyszy o dziwnych chmurkowych stworzeniach. Nagle nadciąga cień.
Franek najbardziej lubił ogród u babci, zwłaszcza kryjówkę za starym krzakiem poziomek. Pewnego dnia schylił się po czerwone owoce i zobaczył coś, czego nie było tam wcześniej: maleńkie, błyszczące drzwiczki w ziemi. Migotały jak kropla rosy.
Pochylił się bliżej. Drzwiczki były tak małe, że musiał przecisnąć się na czworakach. Za nimi ciągnął się wąski tunel. Pachniało w nim wilgotną ziemią i czymś słodkim, jakby daleko ktoś rozlał miód. Franek przełknął ślinę, dotknął chłodnej ściany i ruszył przed siebie.
Tunel zrobił się jaśniejszy z każdym krokiem. Najpierw migały w nim srebrne iskierki, potem pojawiło się miękkie, białe światło. A kiedy Franek zrobił jeszcze jeden krok, nagle stanął... na puchatej wyspie unoszącej się wysoko w chmurach.
Pod stopami uginała się miękka jak poduszka trawa, a wokół płynęły białe obłoki. W powietrzu pachniało watą cukrową. Tuż obok stała dziewczynka z włosami puszystymi jak pajęcza mgiełka. Miała duże oczy i uśmiech, który rozjaśniał wszystko dookoła.
– Jestem Lila – powiedziała. – Witaj na Chmurkowej Wyspie.
Franek chciał zapytać, gdzie jest, ale Lila spojrzała nagle za jego ramię i jej uśmiech zniknął.
– Cicho... – szepnęła. – Słyszysz?
Zza chmur dobiegł dziwny szum. Coś wielkiego poruszyło się powoli w białej mgle i zasłoniło niebo nad wyspą.