Franek odkrywa płaszcz, dzięki któremu znika. W szkole pojawia się dziwna, błyszcząca kula i zaczyna się coś, czego nikt nie potrafi wyjaśnić.
Franek mieszkał w małym, kolorowym miasteczku. Jego dom miał czerwony dach, a w ogrodzie rosła wielka grusza, pod którą latem można było schować się w cieniu. Rano Franek jadł kromkę z dżemem truskawkowym, zakładał plecak i biegł do szkoły.
Największą tajemnicę trzymał jednak pod łóżkiem. Był to niewidzialny płaszcz. Kiedy Franek narzucał go na ramiona, znikał jak dym. Nawet Mruczek, jego kot, rozglądał się wtedy zdziwiony po pokoju i miauczał do pustego powietrza.
Tego dnia pani Iga ogłosiła konkurs na rysunek superbohatera. Cała klasa aż zaszemrała z emocji. Franek od razu pomyślał, że musi narysować coś niezwykłego. Chciał, żeby jego bohater był szybki, odważny i trochę tajemniczy, jak on sam, kiedy miał na sobie płaszcz.
Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, Franek wybiegł na boisko, żeby zebrać myśli. I wtedy to zobaczył.
Przy sali muzycznej stała wielka, błyszcząca kula. Mieniła się raz na niebiesko, raz na różowo, a potem nagle pokryła się złotymi gwiazdkami. Franek zatrzymał się jak wryty. Nikt inny jej nie zauważył.
Zrobił krok bliżej. Kula zamigotała jeszcze mocniej. A potem z jej środka dobiegł cichy szept:
Franek, tylko ty możesz ją otworzyć...