W opuszczonej kamienicy Lena, Dawid i Bartek trafiają na zabite deskami drzwi. Zza nich dobiega szept, który z każdą sekundą brzmi coraz bliżej.
Była głęboka noc, kiedy Lena, Dawid i Bartek weszli do starej kamienicy przy ulicy Krętej. Fasada już dawno straciła dawny blask, a okna w czarnych ramach patrzyły na nich jak puste oczodoły. Miejsce miało złą sławę, ale właśnie dlatego przyciągało ich bardziej niż cokolwiek innego.
Przekroczyli próg i od razu poczuli chłód, który nie miał nic wspólnego z pogodą. Powietrze w środku było ciężkie, wilgotne, przesiąknięte zapachem kurzu i starego drewna. Deski pod stopami jęknęły cicho, jakby budynek nie był zachwycony ich wizytą.
Lena pierwsza włączyła latarkę. Wąski snop światła przesunął się po odpadającej farbie, poszarpanych tapetach i ścianach popękanych jak wyschnięta ziemia. Dawid, zwykle najbardziej porywczy, szedł teraz bez słowa, z zaciśniętą szczęką. Bartek co chwilę zerkał na telefon, jakby sam ekran mógł go uspokoić.
— Jeśli ktoś się dowie, że tu jesteśmy, będzie po nas — mruknął.
Nikt mu nie odpowiedział. Korytarz ciągnął się przed nimi zbyt długo, zbyt prosto, aż w końcu światło latarki zatrzymało się na starych drzwiach zabitych deskami. Były starsze niż reszta kamienicy, zszarzałe, przechylone, jakby od lat coś napierało na nie od środka.
Wtedy usłyszeli szept.
Najpierw ledwie wyczuwalny, rytmiczny, prawie wtopiony w szum ciszy. Potem wyraźniejszy, bliższy, natarczywy. Lena poczuła, jak ściska ją w żołądku. Dawid odruchowo cofnął się o pół kroku. Bartek zmrużył oczy i spojrzał na klamkę oplecioną pajęczyną.
— Też to słyszycie? — zapytał Dawid, ale jego głos zabrzmiał ciszej, niż pewnie chciał.
Szept nie milkł. Przeciwnie, narastał, jakby ktoś po drugiej stronie mówił coraz szybciej, coraz gorzej powstrzymując gniew albo strach. Deski zaczęły drżeć. Najpierw lekko, niemal niezauważalnie. Potem mocniej.
Lena zrobiła krok naprzód. W tej samej chwili szept urwał się nagle, a w ciszy rozległo się pojedyncze, wyraźne uderzenie, jakby ktoś z drugiej strony położył dłoń na drzwiach.
Jej palce zacisnęły się na klamce.