Głos spod starego lustra

Siedemnastoletnia Lena trafia do starego dworu ciotki Elizy, gdzie pewnej nocy lustro odzywa się ludzkim głosem i prosi ją o pomoc. W domu, w którym nic nie powinno mówić, nawet cisza zaczyna kłamać.

Lena nienawidziła tego domu od pierwszej chwili, gdy ciotka Eliza otworzyła ciężkie drzwi starego dworu na obrzeżach miasta. Fasada odpadała płatami farby, jabłonie za ogrodem zarosły dziko, a wnętrze pachniało kurzem, wilgocią i czymś jeszcze, czego nie umiała nazwać. Po śmierci mamy miała tu zostać tylko na chwilę, do czasu aż ktoś podejmie decyzję, ale wszyscy mówili o tym tak, jakby to „na chwilę” mogło potrwać bardzo długo.

Miała siedemnaście lat i nie wierzyła w duchy. Za to wierzyła w niewyspanie, w stres i w to, że człowiek po kilku tygodniach żałoby zaczyna słyszeć rzeczy, których nie ma. Dlatego przez pierwszą noc zignorowała cichy jęk dochodzący z piętra. Potem jednak dźwięk wrócił. Tym razem wyraźniej. Jakby coś wzywało ją z góry, cierpliwie i uparcie.

Korytarz prowadzący do łazienki był długi, chłodny i ciemny, a parkiet skrzypiał pod każdym krokiem tak głośno, że Lena miała wrażenie, iż dom oddycha razem z nią. Nie zapaliła światła. Księżyc wpadał przez uchylone okno i rozlewał na ścianach blade, nierówne smugi. Wanna na lwich łapach, zmatowiała umywalka, wysoka szafka z popękanym lakierem. Wszystko wyglądało zwyczajnie, aż za zwyczajnie.

Dopiero gdy spojrzała w lustro nad umywalką, usłyszała głos.

— Dobrze, że przyszłaś.

Lena zesztywniała. Serce uderzyło jej tak mocno, że aż zabolało. Głos nie dobiegał z korytarza ani zza okna. Brzmiał tak, jakby sam się rodził w szkle, cichy, gładki i niepokojąco bliski.

— Myślałem, że jeszcze długo będziesz mnie ignorować — powiedziało lustro.

Lena cofnęła się o krok. Przez chwilę była pewna, że zaraz się obudzi, że to musi być gorączka albo zmęczenie, albo wszystko naraz. Ale jej odbicie nie poruszało się tak samo jak ona. Uśmiechało się odrobinę za późno.

— Kim jesteś? — wyszeptała.

— Tym, który widzi więcej niż powinien. I tym, który może ci pomóc.

Za oknem przemknął jakiś cień. Lena odruchowo odwróciła głowę, ale nie zobaczyła nic poza nocą i gałęziami drapiącymi szybę. Kiedy znów spojrzała na lustro, jego powierzchnia wydawała się głębsza niż przed chwilą. Jakby za szkłem krył się drugi pokój.

— Potrzebuję tylko jednej przysługi — powiedziało lustro ciszej. — Ale zanim się zdecydujesz, musisz zobaczyć to, co ja zobaczyłem.

Wtedy coś poruszyło się po drugiej stronie pokoju. Stara mosiężna szczotka leżąca na toaletce drgnęła i odezwała się chropowatym, zaskakująco wyraźnym szeptem:

— Nie słuchaj go, Leno. On nie mówi wszystkiego.

Lena znieruchomiała. Między lustrem, które wciągało ją spojrzeniem coraz głębiej, a szczotką, która najwyraźniej próbowała ją ostrzec, powietrze zgęstniało jak przed burzą. A potem tafla szkła lekko zapadła się do środka, jakby coś po drugiej stronie właśnie przyłożyło do niej dłoń.