Głosy w Lesie Szmaragdowym

W starym lesie Tiko, Mania i Tymek słyszą nocą coś, czego nie powinno tam być. Gdy docierają do Zakątka Ciszy, w mroku zapala się niebieskie światło.

Jesień weszła do Lasu Szmaragdowego bezszelestnie, ale zostawiła po sobie ślad na każdym liściu. Korony drzew płonęły złotem i czerwienią, a między pniami wisiała mgła tak gęsta, jakby las ukrywał przed światem własne sekrety. Stare drzewa pamiętały więcej, niż mówiły, a tej nocy miały usłyszeć coś, czego nie zapomniałyby już nigdy.

Tiko, lis o bursztynowym futrze i nosie, który wyłapywał nawet najmniejszy podmuch zmiany, nie potrafił zasnąć. Leżał w posłaniu z suchych liści, wsłuchując się w ciszę, kiedy nagle od strony najstarszej części lasu dobiegł dźwięk. Nie był to szum wiatru ani trzask gałęzi. Brzmiał jak głos, urwany w pół słowa.

Tiko poderwał się na łapy i pobiegł do sosny, w której mieszkała Mania. Zapukał pazurem w korę, a po chwili w otworze pojawiła się jej smukła sylwetka.

– Słyszałaś to? – wyszeptał.

Mania mrugnęła ciężkimi powiekami, jeszcze zaspana, lecz gdy dźwięk powtórzył się gdzieś głębiej w lesie, jej pióra na karku zjeżyły się nagle.

– To nie był wiatr – powiedziała cicho. – I nie brzmiało to jak żadne zwierzę, jakie znam.

Tymek pojawił się chwilę później, cały rozczochrany, ale od razu przytomny. Na dźwięk tajemniczego wołania aż uniósł kolce.

– Jeśli coś dzieje się w nocy, to ja nie zamierzam zostać w norze – mruknął. – Prowadź.

Ruszyli razem w stronę Zakątka Ciszy, miejsca, do którego zwykle nikt się nie zbliżał. Im głębiej wchodzili między sosny, tym bardziej powietrze gęstniało, a noc stawała się nienaturalnie spokojna. Nawet nocne ptaki milkły jeden po drugim, jakby ktoś przykrywał las niewidzialną dłonią.

– Znowu – szepnęła Mania, szykując się do lotu. – Słyszę to wyraźniej. To nie jest jeden głos.

Tiko zwolnił. Między pniami starej brzozy zamigotało chłodne, niebieskawe światło. Najpierw jedno, potem drugie, aż cały zakątek zaczął pulsować jak żywa rana w ciemności. Przyjaciele zastygli w bezruchu.

Z mgły wynurzyły się kształty, których żadne z nich nie potrafiło nazwać.